MÓJ DZIEŃ Z TINDEREM

26 lutego 2015

TO, CO WIDZI MĘŻCZYZNA

2 marca 2015

7 NAJWIĘKSZYCH KOSZMARÓW MŁODOŚCI

28 lutego 2015
MÓJ DZIEŃ Z TINDEREM - FABJULUS
co widzi meżczyzna - fabjulus
7 największych koszmarów młodości - FabJulus


– Stara, ale jesteśmy stare – wyrzuciła z siebie nagle, sprzątając ciastolinę z dywanu.
– Że dzieci? – zapytałam, walcząc z warkoczykiem jej córki.
– Że wszystko. Spójrz na nas. Kiedy to wszystko się stało? Jak my się tu znalazłyśmy? – zapytała ślimaka z różowej masy, odrywając mu zieloną muszlę. – Chciałabym się cofnąć w czasie, wiesz? – Dodała po długiej pauzie. – Tak o dziesięć lat. Znów być nastolatką.
– Żeby wszyscy prosili cię, żebyś szła już spać? – uśmiechnęłam się szeroko.
– I żeby jedzenie znów brało się z lodówki – dodała.
– A gdy ci się nie chce wstać z łóżka, mówisz mamie, że masz bolesny okres i po prostu nie idziesz do szkoły.
– A jak wkurzy cię facet, to nie odpisujesz mu na smsy przez dwa dni i masz święty spokój.
– I twoim największym problemem jest praca klasowa z polskiego.
– No, nie oszukujmy się: raczej z matematyki – roześmiała się i siadła obok mnie. W jej oczach dostrzegłam melancholię typową dla Huraganu Teresy, opowiadającego o czasach, kiedy poznała mojego dziadka, co było tak dziwaczne, że z zaskoczenia zapomniałam o warkoczyku. – Ale było super, nie? – westchnęła.

Oczywiście przytaknęłam, bo któż nie spogląda tęskno wstecz, wracając myślami do lat beztroski i doznań ekscytujących tylko dlatego, że były nowe. Dopiero następnego dnia, kiedy wracałam do domu i byłam skazana na towarzystwo swoich własnych tęgich rozkmin przez okrągłą godzinę driftu po zaśnieżonej autostradzie, zdałam sobie sprawę z tego, że wcale nie chciałabym być znowu gorącą piętnastką. Nastoletnie lata to była droga przez mękę, w dodatku nie tylko dla mnie, ale i dla mojego otoczenia. Dlaczego? Dlatego:

1. Moje związki

Okazuje się, że dobrze leżąca na wysportowanym ciele szara bluza jest wystarczającym powodem, żeby się w kimś zakochać. Ponadto, znakomicie zdają egzamin również „pomógł mi, kiedy przewróciłam się na wycieczce szkolnej”, „ma gniewne oczy jak Pan Bulwa” oraz „jako jedyny w klasie nie mówi poszłem„. Nawet jeśli jednak trafi się fajny facet i dobry związek, najlepiej jest z nim zerwać z powodu, którego źródła szukać należy na suficie lub w jelicie grubym. No naprawdę, bardzo serdecznie polecam nastoletnią miłość!

2. System edukacji

Oczywiście, w swoim życiu trafiłam na inspirujących, mądrych pedagogów, którzy nie tylko umiejętnie przekazywali wiedzę, ale i potrafili motywować młodzież do rozwoju. Niestety, spotkałam również polonistkę, która mówiła, że „nic nie spaduje z nieba”, a także „walła się łokciem w dźwi”; fizyczkę, która nie znała tabliczki mnożenia; biologa, który dawał oceny z odpowiedzi wprost proporcjonalne do rozmiaru dekoltu uczennic; historyczkę, która wyróżniających się uczniów z pasją nagradzała karnym odpytywaniem przy tablicy na każdej lekcji; anglistkę, która uważała, że na świecie nieomylni są tylko papież i klucz odpowiedzi. I od takich ludzi zależał mój nastoletni los. Smutne.

3. Moje ciuchy

To już nawet nie chodzi o to, że w swym nieskończonym debilizmie, uważałam, że noszenie czapki zimą nie współgra mi z wizerunkiem. Nawet coś w tym było, jeśli weźmie się pod uwagę, jaka byłam głupia. Nie chodzi też o to, że odmawiałam współpracy z szalikami, pomimo sporych dekoltów (przecież biologia sama się nie zda). Po prostu fascynuje mnie upór, z jakim wszystkie wbijałyśmy się w odzieżowy koszmar nowego millenium: irracjonalnie niskie biodrówki. Z jakiegoś powodu uważałyśmy, że skoro Britnej może mieć czterocentymetrowy rozporek, to my też powinnyśmy. No, naprawdę, szkoda, że jej wzorem nie owijałyśmy się do tego żywym wężem i nie smarowałyśmy się oliwką przed wyjściem do szkoły. Nie przekonywało nas to, że kiedy siadałyśmy, pokazywałyśmy kolegom potężne fragmenty bielizny i dekolt, który powinien oglądać tylko proktolog. Nie dawało nam do myślenia również to, że te funkcjonalne spodnie zsuwały się z ciała, zmuszając nas do bezustannego trzymania się za pasek, jednocześnie wpijając się w ciało i wyciskając tłuszcz z brzucha, bioder i włosów, przez co nawet najszczuplejsza dziewczyna wyglądała, jakby miała oponkę i boczki. Rzeczywiście, sam seks.

4. Oni nie rozumieli

Gdybym mogła cofnąć się w czasie i spotkać na wietrznej ulicy nastoletnią siebie, wystrzelałabym się po zmarzniętym pysku za każdą kłótnię z rodzicami. Wypłaciłabym sobie soczystego plaskacza za każde słowo odszczekane mamie podczas sprzeczki. Sprzedałabym sobie kopa z półobrotu za każde „nic nie rozumiesz” oraz „nigdy nie byłeś młody”. Nastoletnia ja nie mogłaby się bronić – byłaby zajęta podtrzymywaniem biodrówek.

5. System sojuszy

To niewiarygodne, jak okrutne potrafią być nastoletnie dziewczyny. Połączone w konkurujące ze sobą grupki, prześcigałyśmy się w wyrafinowanych sposobach uprzykrzania sobie życia. Żałuję każdej dupy, którą obrobiłam i każdej łzy, którą przelałam przez to, że ktoś obrobił moją. Najlepsze jest to, że kompletnie nie dostrzegałam ironii w tym, że im więcej szamba słałam w świat, tym więcej go do mnie wracało. Taki był po prostu trend: w dobrym tonie było dysponować paroma błyskotliwymi pojazdami na trzy dowolnie wybrane koleżanki, w przeciwnym wypadku na długiej przerwie nie było by o czym gadać i musiałabym jeść kanapki. Co stanowiło by swoiste faux pas, bo przecież wiadomo, że prawdziwa kobieta nie je.

6. Moja cera

W pięknych czasach wczesnej młodości, każdy poranek był niczym wigilia, tylko zamiast ekscytacji czułam lęk, zamiast do choinki – biegłam do lustra, a zamiast prezentów – liczyłam pryszcze. To jest, kurde, niewiarygodne, ile syfów mieści się na jednej twarzy, w dodatku nie największej, bo nawet kiedy tyłam, szło mi raczej w zawieszenie, niż w chomiki. Ja się pytam: jak to jest możliwe, żeby mieć na twarzy jednocześnie wulkany w stanie przederupcyjnym, zaskórniki układające się na podobieństwo gwiazdozbiorów letniego nieba i blizny, jakby ktoś usiłował wybijać na mojej twarzy kolonię komarów śrutem?! Jedynym sposobem, żeby wychodzić z domu z podniesionym trądzikowym czołem, było codzienne szpachlowanie się podkładami, których nazwy były niepokojąco pełne określeń takich jak „ultra kryjący”, „super trwały” oraz „sceniczny”.

7. Zero litości

Syfy syfami, ale jednak było coś przykrego w tym, jak surowa byłam dla siebie samej. Brałam samą siebie śmiertelnie poważnie. Nie wyobrażałam sobie opuszczenia domu bez pełnego makijażu, dlatego starannie nakładałam tapetę, ilekroć wychodziłam wynieść śmieci, kupić masło lub przynieść ogórki z piwnicy. Przez kilka wyjątkowo uciążliwych lat, wydawało mi się, że wszyscy na mnie patrzą, słuchają mnie, oceniają i są bardzo przejęci tym, jakie skarpetki dobrałam dziś do butów, a także czy odstają mi włosy. Bardzo martwiłam się, co sobie o mnie pomyślą. Pewnie myśleli, że jestem zabawna. I mieli rację.

Ciekawa jestem, czy wy również padliście ofiarami hormonów, mody i złych decyzji. Nie, żebym źle Wam życzyła, ale mam nadzieję, że tak, bo zaprawdę powiadam wam: bycie nastolatką to był koszmar, a przecież w kupie raźniej. Dlatego nie, nie chciałabym cofnąć się w czasie o dziesięć lat. Ani o pięć. Ani nawet o rok. Rok temu też zdarzyło mi się robić rzeczy, z których nie jestem dumna. Z każdym rokiem jestem mądrzejsza, więc w imieniu własnym i świata, życzę sobie samej dalszego upływu czasu – tak będzie bezpieczniej. Mówię to z pełną odpowiedzialnością – dziś, w dniu moich dwudziestych piątych urodzin.

muffin fabjulus