JAK DUMBLEDORE ZDEMORALIZOWAŁ POKOLENIE

10 lutego 2015

MŁODZI, PIĘKNI, SAMOJEBNI

14 lutego 2015

JANUSZOSEKSUALIZM

12 lutego 2015
Szkodliwy wpływ Harry'ego Pottera
januszoseksualizm

Hubert Urbański zaskoczył mnie z rana. Tabloidy wciąż żyją szokującą informacją, że płaci on 500 złotych miesięcznie najbardziej satanistycznemu spośród fryzjerów za opiekę nad swą drwalopozytywną brodą, a on już zdążył się jej pozbyć, na rzecz jeszcze gorętszego trendu twarzowego. Twarzowego, bo na twarzy, a nie, że mu do twarzy, bo jak może mu z tym być do twarzy, skoro chodzi o wąsa.

Całe szczęście, że byłam przed śniadaniem, bo mogłabym je zwrócić. Polacy jeszcze nie zdążyli się nauczyć się wymawiać słowa „lumberseksualizm”, a tutaj już im się funduje odwrócenie uwagi od tego miłego dla oka trendu, na rzecz koszmarka, który powinien był odejść w zapomnienie razem z lakierowanymi trumnoregałami i boazerią na suficie. No bo, spójrzmy prawdzie w oczy, jedynym mężczyzną na świecie, który nie tyle może, co musi mieć wąsa, jest Tom Selleck. Cała reszta kojarzy się z grudkami sosu do rolady i okruchami sernika pod nosem stryjka na komunii kuzyna w ’93.

Czym się więc różni Hubert Urbański od typowego andżeja ubranego w sandały, skarpetki i siateczkową żonobijkę, z którego szydzą już nawet ośmiolatki na kwejku, chociaż nie do końca wiedzą o co chodzi? Otóż Hubert Urbański nosi wąsa ironicznie, więc mu wolno. Oczywiście, nie wymyślił on tego trendu sam – on tylko powiedział Nergalowi „robimy” i wyjął z kieszeni platynowego Master Carda. Jego posunięcie to odbicie nowego zauważalnego trendu w świecie męskiej mody i urody. I im dłużej mu się przyglądam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nazwać go nie mogę inaczej, jak tylko januszoseksualizmem.

Czym więc charakteryzuje się mężczyzna januszoseksualny? Otóż obnosi się on ze wszystkimi atrybutami typowego króla obciachu, mówiąc, że robi to dla żartu, na złość systemowi lub w ramach jakiejś akcji społecznej, więc nie wolno się śmiać z niego, można się natomiast śmiać z nim. Następnie łączy te paskudztwa ze stylówką weterana festiwali muzycznych w Katowicach, uważając, że tak skonstruowany kontekst sprawia, że syf przestaje być syfem.

Puszcza disco polo i zaczyna tańczyć do „Jesteś szalona”, teatralnie machając rękami i robiąc głupie miny, żeby pokazać wszystkim, że puścił to dla jaj, a nie dlatego, że to jedyny kawałek, przy którym nie wypada z rytmu. Dostaje orgazmu, kiedy na melanżu zagrają „Ona tańczy dla mnie” i zna na pamięć wszystkie teksty, jakie kiedykolwiek napisał Zenek Martyniuk. Na facebooku wrzuca fotki biletów na koncert The Dumplings, choć tak naprawdę marzy mu się podlany chrzczoną wódką wypad do remizy, w celu ostrego resetu w rytmach zakazanych piosenek jego młodości. Zakłada dres ze ściągaczami na kostkach, który od symbolu bazarowego przypału lat dziewięćdziesiątych różni się tylko kolorem (wiadomo, w szarościach wolno więcej) i ceną (cztery stówy w Zarze to nie wiocha). Następnie łączy go z koszulą i samozadowoleniem, po czym kieruje się do klubu, myśląc, że teraz nikt nie kapnie się, że miejsce jego odzieży jest na kanapie. Instaluje sobie w pasie nerkę Nike i wszystkich znajomych, których spotyka, informuje, że ma kołczan prawilości, tak więc niezła beka i ogólnie hehe, bo boi się przyznać, że odkąd nie nosi całego dobytku upchanego po kieszeniach, jego życie stało się prostsze. Wreszcie, hoduje sobie pod nosem tę nieszczęsną kępkę futra.

Nie ze mną te numery! Ja się nie dam nabrać! Nieważne, jaką filozofię sobie do tego dorobią januszoseksualiści, prawda jest taka, że… mają dres, wąsa, saszetkę parkingowego i/lub słuchają disco polo. Jeśli im z tym dobrze, doprawdy nic mi do tego. Po prostu niech im się nie wydaje, że różnią się czymś od archetypu cebulaka. Wąs to wąs, a jego cebulowość rośnie za każdym razem, kiedy udają, że coś reprezentuje, zamiast przyznać „mam wąsa, bo uważam, że jest boski, goń się”.

Szkoda, że ludzie nie mają odwagi przyznać się do swoich preferencji. Przecież każdy ma swoje guilty pleasures – rzeczy, które lubi, choć się tego wstydzi, bo wie, że nie powinien. Jasne, że otwarte powiedzenie o nich wymaga jaj, ale w kupie raźniej, dlatego ja zacznę: kocham dres. Uważam, że dres jest wspaniały. Kiedy przedawkuję żarcie, nie wpija się we mnie oskarżycielsko jak dżinsy, tylko przyjmuje mnie w swoje ciepłe objęcia, jakby chciał powiedzieć „wiem, że potrzebowałaś się nawpierniczać i szanuję to”.

Wyzwól swojego wewnętrznego janusza!

Ale zgól tego wąsa, bo jednak fuj.