PO CZYM POZNAĆ, ŻE JESTEŚ DOROSŁY?

29 stycznia 2015

LEKCJA ŻYCIA OD KSIĘŻNICZEK DISNEYA

5 lutego 2015

KOBIETA KONTRA STEVEN SEAGAL

3 lutego 2015
księżniczki Disneya - fabjulus
KOBIETA kontra steven seagal fabjulus

– Jak to: nie widziałaś „Wpół do śmierci”?! –  wykrzyknął z przerażeniem, a jego oczy powiększyły się tak bardzo, że gdyby w pokoju było lepsze światło, mogłabym zrobić sobie makijaż używając ich jako lustra.

– A to ty nie żartujesz? Ktoś naprawdę nazwał film „Wpół do śmierci”? – nie mogłam opanować śmiechu.
– To nie jest śmieszne! Czy twój ojciec o tym wie? – zapytał z pełną powagą.
– Nie wiem, nigdy z nim nie rozmawiałam o moim stosunku do Stevena Seagala – odpowiedziałam rechocząc.
– MUSISZ to zobaczyć. Przecież to jest klasyk! – teraz już nie miałam wątpliwości: on nie żartował. Naprawdę chciał, żebym zobaczyła coś, co nazywa się „Wpół do śmierci”, ponadto uważał to za klasyk.

Bez jaj, klasyk to może być „Casablanca” albo „Absolwent”, ale nie film ze Stevenem Seagalem. Ten facet kojarzył mi się wyłącznie ze spotem sprzed kilku lat, w którym jakiś dziwny typ wykonywał harcersko brzmiące przyśpiewki o ramówce TVNu, a jedna z nich leciała tak: „terroryści zajęli się samolotem, wszelki opór mija się z celem. Pomóc może odwaga do spółki z polotem: Steven Seagal z Kurtem Russelem„. Tak, znam ten tekst, bo pamiętam doskonale, że kiedy go usłyszałam, nie mogłam uwierzyć w ogrom jego absurdu i dostałam ataku śmiechu, a potem przez dobre dwa lata śpiewałam to pod prysznicem. Geniusze marketingu, co za strata, że już tego nie nagrywają!

Z drugiej strony – może miał rację? Może faktycznie ominęło mnie coś genialnego, tylko dlatego, że miałam zafałszowany obraz tytana sztuki aktorskiej w osobie pana Seagala? Poza tym, skoro mój on tak uwielbiał ten film, to nie mogła być kaszana. Mój on ma genialny gust, w końcu wybrał sobie mnie! Postanowiłam więc nadrobić zaległości. Tego samego dnia, uzbrojona w herbatkę, zapas krówek i chusteczki do nosa (kto wie?), odpaliłam „Wpół do śmierci”.

To był błąd.

W tym, co zobaczyłam, złych było tak wiele rzeczy, że oglądałam to z rozdziawionymi ustami, z których wystawała na wpół przeżuta krówka. Trochę „Matrix”, trochę „Twierdza”, trochę teledysk 50 Centa, do tego wiecznie zatroskany Steven, kopiący wszystkich z zaskakującą jak na swoją nadwagę lekkością i wymieniający groźne spojrzenia z aktorami tak drewnianymi, że ze strachu przed podpaleniem, na wszelki wypadek zgasiłam wszystkie świeczki w pokoju. Kiedy dwie godziny później mój on zapytał mnie więc, czy mi się podobało, milczałam przez dobrych kilkanaście sekund. Nie wiedziałam od czego zacząć. Niewytłumaczalne było dla mnie to, że ktoś coś takiego wymyślił, sfinansował, nakręcił, a przede wszystkim – że jemu się to podobało.

I kiedy już chciałam merytorycznie storpedować film, który wywoływał w moim onym przyspieszoną akcję serca, rozszerzenie źrenic, niespokojny oddech i uderzenia gorąca, wytykając mu oczywiste braki w scenariuszu, koszmarną grę aktorską i fatalną realizację, przypomniałam sobie, jak kazałam mu oglądać „Seks w wielkim mieście”. I wtedy moje poczucie wyższości nagle zniknęło.


– Zgadnij, co właśnie leci w telewizji – zaczepiłam go w zeszłym tygodniu.
– Nie wiem – odpowiedział, nie odrywając wzroku od laptopa.
– Film z twoim ulubieńcem… – zaczęłam z szerokim uśmiechem.
– Hm… A na jakim kanale? – zmarszczył czoło.
– Na Dwójce – odpowiedziałam, nie widząc związku.
– STEVEN SEAGAL! O matko! „Wpół do śmierci”?! – podskoczył, zamykając laptopa z głośnym trzaskiem.
– Blisko… – odparłam, siląc się na powagę.
– „Wygrać ze śmiercią”! „Wybraniec śmierci”! – zgadywał.
– Bez śmierci w tytule…
– „Liberator”!!! – wykrzyknął triumfalnie.
– Zgadza się – przytaknęłam rozbawiona.
– Dwójka? – rzucił szybko.
– Tak.
– Dziwne. Przecież ostatnio leciała – odparł zaskoczony.
– Co?
– Dwójka.
– Jaka dwójka?
– No „Liberatora”!
– Aaa, to nie, „Liberatora” jedynka, tylko że na Dwójce. Nie wiedziałam, że to ma drugą część. Że ma pierwszą też zresztą nie wiedziałam.
– CHYBA ŻARTUJESZ. Nie widziałaś „Liberatora”? Jak to możliwe? Tak nie może być! Musisz to zobaczyć! To prawdziwy klasyk!