POWIEDZ, CZY MNIE ZDRADZA

10 marca 2015

KOMPLEMENTY, PO KTÓRYCH CHCESZ SKOCZYĆ Z MOSTU

15 marca 2015

AJM ERASMUS, AJLOWJU

12 marca 2015
powiedz czy mnie zdradza
komplementy - mordercy - fabjulus
ajm erasmus, ajlowju - fabjulus

Mężczyźni od wieków zadają sobie pytanie, jak stać się magnesami na kobiety i zapewnić sobie dostęp do niekończących się zastępów młodych, pięknych, chętnych do szybkiego nawiązania bliskiej znajomości kobiet. Po latach obserwacji, badań i wywiadów w terenie, wreszcie udało mi się znaleźć na nie odpowiedź: trzeba być Erasmusem.

Tłumnie przybywający do naszego kraju, w ramach programu Erasmus, studenci różnych krajów, każdego roku przekonują się, że prawdę mówili ci, którzy deklarowali, że warto zwiedzić Polskę. Tanio, choć to Unia, na uczelniach nie da się nie zdać obowiązkowego materiału, alkohol mocny, żarcie dobre. No i te kobiety… Pełny przekrój typów urody i figury, ładne, zadbane, mówią po angielsku i same wieszają się na szyi, jak tylko usłyszą obco brzmiący akcent. Bo tak, w świecie Polska słynie z kobiet. Nie, nie pięknych. Łatwych.

Studium przypadku

Kiedy Karol wchodzi do klubu z mocnym postanowieniem spożycia butelki chrzczonej wódki na pół ze swoim współlokatorem z akademika, a także wyrwania dowolnie wybranej Halinki i wrócenie z nią do wspomnianego lokum, przygotowanie do tej nocy cudów musi zacząć już dwie godziny wcześniej, jeszcze w zaciszu dzielonej z pięcioma kolegami łazienki. Zaczyna od prysznica i starannego golenia – niby kąpał się przedwczoraj i normalnie by mu się nie chciało, ale traktuje to jak inwestycję. Spryskuje strategiczne miejsca na ciele Axem i dwukrotnie myje zęby, licząc, że pozbędzie się kuszącego aromatu przetrawionego sosu z kebaba. Ponosi klęskę. Postanawia zapijać dziś wódkę sokiem grejpfrutowym, stawiając na maskujące właściwości cytrusów. Następnie staje przed lustrem i ćwiczy wymowę swojego niezawodnego „no czeeeść” na sześć różnych sposobów: z uniesioną brwią, z uśmiechem króla pornoli, nonszalancko, z gładzeniem się po klacie, entuzjazmem sześciolatka w Legolandzie i udawanym ziewnięciem. Wybiera nonszalancję. Jeszcze nie wie, że i tak wyjdzie mu król pornoli. Wraca do pokoju, gdzie wybiera z szafy swoją najlepszą koszulę w kratę i prasuje ją tak długo, aż uzyska pewność, że dyskretny błysk zmiażdżonych włókien wełny zgra się z rytmicznym tańcem stroboskopu. Zakłada czyste majtki i skarpetki, a także najmniej brudne dżinsy. Zastanawia się przez chwilę nad wyborem obuwia, ostatecznie jednak wygrywają niezawodne najacze, które jednocześnie krzyczą „ogarniam trendy” oraz „wcale mi nie zależy”. Przy pomocy lakieru do włosów, pasty do butów, suszarki i grzebienia z gałązki winogron, układa sobie na głowie skomplikowaną kompozycję pod tytułem „właśnie wstałem z łóżka”. Na koniec instaluje sobie na nadgarstku zegarek wystarczająco duży, żeby rzucał się w oczy, ale na tyle dyskretny, żeby nie dostać za niego w mordę na przystanku od jakiegoś Robina Hooda w dresie.

W tym samym czasie, Carlos z Toledo budzi się w nieswoim pokoju i zadowoleniem stwierdza, że jest nadal pijany, więc zaoszczędzi dziś w klubie na tequili.

Karol wjeżdża do klubu, pachnąc mydłem, dezodorantem, pewnością siebie i autobusem. Zrzuca się z kolegą na flachę i sok. Prosi o dużą ilość lodu do metalowego kubełka, bo wie, że to wygląda dobrze i odpowiednio spozycjonuje go na tym melanżu. Stawia swój zestaw na stoliku i namierza. Nagle jest ona: Halinka idealna. Jej stylówka, ciało owinięte wokół rury i towarzystwo dwóch koleżanek (jednej nie zostawiłaby samej, dwie się sobą zajmą) nie pozostawiają złudzeń – dziewczyna rozważa dziś nocleg poza domem. Carlos patrzy na nią intensywnie, aż i ona zauważa jego. Zaczaja się na nią przy toaletach, gdzie atakuje ją swoim chwytliwym powitaniem i już po chwili wie, że Halinka studiuje pedagogikę, ma młodszego brata, lubi pilates, pizzę z ananasem i wiosenne deszcze. Idą tańczyć. Na początku zachowawczo, z piętnastocentymetrowym odstępem, ale dwa Pitbulle później ona ma ręce na jego klacie, a on na klinie jej rajstop. Nagle Halinka mówi, że musi iść do toalety i po wodę. Karol mówi, że poczeka.

Do klubu wchodzi Carlos. Widzi ładną blondynkę przy barze. Podchodzi do niej i mówi „haj, ajm Erasmus, ju weri bjutiful ajs”.

Cztery godziny później, Karol patrzy, jak zarumieniona Halinka, z wyrazem bezbrzeżnego szczęścia na twarzy, opuszcza lokal w towarzystwie śniadego typa, którego trampki chyba kiedyś były białe. Spogląda na współlokatora przysypiającego mu na ramieniu i zastanawia się, gdzie popełnił błąd.

notting hill

Halinko, why?

Ilekroć widzę taką scenę, moja zewnętrzna Polka przewraca oczami, a wewnętrzna feministka chlipie z rozpaczy. Z czego to wynika, że przeciętnej polskiej dziewczynie wystarczy fakt, że facet nie potrafi połapać się w rozkładzie jazdy na przystanku, żeby oszaleć z pożądania?

Mam kolegę, Turka, którego poznałam sześć lat temu, gdy podszedł do mnie na imprezie i powiedział „haj, ju hew wery bjutiful ajs, aj fink ajm in low, maj hart bits for ju”, a ja wybuchnęłam śmiechem. Potem okazało się, że jest on znajomym moich znajomych, więc przestał mnie podrywać i dzięki temu udało mi się go bliżej poznać. Na początku jego wysublimowany podryw bawił mnie do łez, ale po paru wspólnych wypadach do klubów przestałam się śmiać. Weekend w weekend, mój kolega (nazwijmy go Hasan), wskakiwał w białą koszulę, podchodził do przypadkowych lasek na parkiecie i z oczami jelonka Bambi recytował swój wierszyk. Jego skuteczność była stuprocentowa: każdą imprezę opuszczał w towarzystwie długonogiej anielicy, z którą żegnał się jeszcze przed wschodem słońca i na zawsze zapominał o jej istnieniu.

Hasan był tak zachwycony nieograniczonymi możliwościami kopulacyjnymi, jakie dawał mu nasz kraj, że po powrocie do Turcji zaczął natychmiast kombinować, co zrobić, żeby tu jak najszybciej wrócić. Postanowił po prostu zmienić uczelnię i skończyć studia w Polsce, a następnie rozkręcił tu własny biznes, dając Polakom spełnienie ich gastronomiczno-gastrofazowych marzeń, czyli kebaby dostępne całą dobę. Lata mijają, oczy jelonka zaczyna okalać zestaw zmarszczek mimicznych i starczych, a mimo to numer na nieskomplikowany komplement się nie starzeje. Choć starym bywalczyniom okolicznych stajni melanżu jest już bowiem dobrze znany, duże miasta mają to do siebie, że co roku wzbogacają się o młode, naiwne, śliczne studentki pierwszego roku, które nie znają życia, a tym bardziej Hasana.

Skąd to się bierze? Dlaczego pierwszy-lepszy obcokrajowiec jest atrakcyjniejszy od najprzystojniejszego, najinteligentniejszego Polaka? Dlaczego nawet dziewczyny, które zazwyczaj są niezdobytymi szczytami cnót wszelakich, gotowe są rzucić w kąt swe zasady, wartości i bieliznę, aby oddać się krótkim chwilom wątpliwej jakości uniesień z kimś, kto nawet nie udaje, że spróbuje zapamiętać ich imię?

Być może zagubiony Grek czy Francuz wzbudza w nich odczucia macierzyńskie, współgrające idealnie z ich nowo odkrytym zewem macicy. Uroczy obcokrajowiec, nie potrafiący samodzielnie kupić frytek i zamówić kablówki, jest bezbronny niczym noworodek, tylko że nie trzeba go przewijać i można pić w jego towarzystwie. Być może Polki są tak zaniedbane przez swoich oziębłych rodaków, że otwierają serca i domy każdemu, kto sprzeda im upragniony komplement. Przyzwyczajone, że na co dzień długość ich nóg dostrzegają tylko panowie w pomarańczowych kamizelkach, kopiący w pięciu jeden rów pod blokiem, usłyszawszy miłe słowo od kogoś, kto ma mniej niż pięćdziesiąt lat, doznają stanu katatonii i wybudzają się z niego dopiero następnego dnia. Być może przedawkowały „Księcia w Nowym Jorku” i wierzą, że każdy egzotyczny przybysz jest tak naprawdę następcą tronu w jakimś małym, acz bogatym europejskim państewku i da im dostatnie życie w śnieżnobiałym pałacu oraz piękne dzieci o oczach barwy karmelu. A może po prostu jeszcze nie wyszły z pospeerelowskich kompleksów i nadal robi na nich wrażenie, że ktoś z zagranicy zechciał odwiedzić nasze skromne progi, a w dodatku zwrócił na nie uwagę, mimo, że jest taki „światowy”.

Jedno jest pewne – tak długo, jak Halinka nie popracuje nad poczuciem własnej wartości równie ciężko, jak nad linią brwi, Hasan nie będzie musiał wracać do Turcji. Mam nadzieję, że w dobie koprofilskich afer, mit śniadego boga seksu wreszcie upadnie. A tymczasem, Karolu, nie wahaj się i idź na podryw udając Greka.

fot. Wen-Yan King