JAK ZOSTAĆ ARTYSTĄ KABARETOWYM

21 marca 2015

TBT: CORRIDA, BABIARZ I ŻELKI

26 marca 2015

FUCK FRIENDS ERROR

24 marca 2015
polskie kabarety - fabjulus
FUCK FRIENDS ERROR - FABJULUS

– Powiedział, że nigdy nie będziemy parą, bo on nie chce związku – wyjęczała przez łzy, podczas gdy ja usiłowałam pogodzić jednoczesne otwieranie wina, czekolady i paczki chusteczek do nosa.
– Świnia – odparłam oburzona.
– I że chodziło mu tylko o seks – dodała, wycierając policzki włosami.
– Świnia – stwierdziłam z jeszcze większą mocą, podając jej chusteczki i lejąc wino.
– I że przecież mówił mi od początku i taki był układ, i że o co mi teraz chodzi – powiedziała, wlewając sobie wino prosto do gardła, jakby to był niedobry syrop na kaszel, a nie najlepszy trunek, jaki widziała Żabka.
– Świnia. Przecież mógł się spodziewać, że się zakochasz – odpowiedziałam idiotycznie.
– No właśnie! – wykrzyknęła do kieliszka. – Świnia!

To, co najlepsze

Poznali się pół roku wcześniej przez wspólnych znajomych. On – typ Jamesa Deana (czyli że miał 24 lata i dużo palił). Ona – typ Taylor Swift (czyli że wyższa od niego i spała z dwoma kotami). Niby coś między nimi zaiskrzyło, ale ona było świeżo po zakończeniu związku toksycznego jak smog nad Krakowem, a on z rzeczy stałych cenił tylko łącze do internetu. Poza tym, ona bardzo nie lubiła papierosów, a on miał alergię na koty, więc od początku było wiadomo, że nie ma się co ekscytować. Mimo to, lubili swoje towarzystwo, a jeden przypadkowy seks po zakrapianej imprezie nie tylko nie był nieprzyjemny, ale wręcz bardzo udany, a po nim nastąpił poranek pozbawiony wyrzutów sumienia i niezręcznego przepuszczania się nawzajem do łazienki, więc uznali, że warto uczynić tę rekreację zwyczajem.

Ustalili zasady gry: mieli wpadać do siebie w weekendy, chyba że będą mieli coś lub kogoś lepszego do roboty. Żadnych słodkich smsków w pracy, scen zazdrości, publicznego miziania się po uszkach i wyciskania sobie pryszczy. Żadnych kłótni, roszczeń i rozczarowań. Żadnych kredytów na 40 lat, wybierania porcelany i wspólnego psa. Mieli wyciągnąć z tego związku to, co najlepsze. Czyli żarcie na wynos i wielokrotne orgazmy.

– Zakochałam się – stwierdziła pewnego dnia, gdy byłyśmy razem na spacerze. Powinnam była się domyślić, że coś tu nie gra, kiedy zadzwoniła, że potrzebuje pomocy w wyprowadzeniu kotów na spacer.
– I co teraz? – zapytałam, pełna obaw, ściskając w dłoni malutką smycz wysadzaną kryształkami Swarovskiego.
– Muszę mu o tym powiedzieć – odparła spokojnie. – Jeśli on nic do mnie nie czuje, nie możemy nadal tego ciągnąć, bo będę się angażować coraz bardziej. A jeśli on też zaczął myśleć o mnie poważnie… – rozpromieniła się. Płynął z niej spokój zarezerwowany tylko dla kobiet w pierwszym trymestrze ciąży lub po absyncie.
– A myślisz, że on też mógł się w tobie zakochać? – zdziwiłam się i zbeształam się w myśli za nieatrakcyjne marszczenie czoła.
– No wiesz… Coraz częściej mnie przytula… I ostatnio wpadł do mnie we wtorek, żeby naprawić mi kran, bo zauważył, że cieknie, kiedy był u mnie w niedzielę… – powiedziała rozmarzona. Miała rację. To musiała być miłość.
– Tylko go nie spłosz. Trudno dziś o mężczyznę, który potrafi naprawić kran! – zażartowałam, ale chyba nawet mnie nie usłyszała – była zajęta tęsknym spoglądaniem w dal.

Jak to się robi?

Oczywiście, kilka dni później okazało się, że przytulał ją, bo ją lubił, a kran naprawił, bo potrafił. Tylko tyle. W pierwszej chwili byłam oburzona. Uznałam, że zabawił się jej kosztem, wykorzystał ją i złamał jej serce. Postanowiłam go znienawidzić tak bardzo, jak znienawidziłam „Chirurgów” za usunięcie doktora Burke’a – czyli śmiertelnie. Dzięki znanemu programowi szpiegowskiemu jakim jest facebook, obadałam gościa i obiecałam sobie, że jeśli kiedykolwiek spotkam go na ulicy, to obleję go pomyjami, co wymagało by ode mnie ogromnego poświęcenia, bo musiałabym codziennie nosić ze sobą pomyje.

Olśnienie przyszło po czasie.

Pewnego dnia, kiedy właśnie szukałam na allegro szczelnych termokubków, które zmieściłyby mi się do torebki, przypomniałam sobie ich umowę. Dwoje dorosłych ludzi zgodziło się na pewien układ. Mieli dawać sobie przyjemność w weekendy i czuć się ze sobą na tyle swobodnie, żeby móc się przy sobie rozebrać, ale nie na tyle, żeby dłubać przy sobie w zębach. A potem ona wszystko zniszczyła. Patrząc na to obiektywnie, to on powinien był obrazić się na nią.

Bo wiecie, fuck friends to taka świetnie brzmiąca koncepcja, która chyba nie może działać. U jej podstaw leżą bowiem błędne założenia. Po pierwsze, że da się budować z kimś bliskość i poznawać go, nie angażując się emocjonalnie. I po drugie, że kobiecie podświadomie nie zależy na tym, żeby oczarować gościa na tyle, żeby się w niej jednak zakochał. Otóż nie. Każda laska chce być Kopciuszkiem, nawet jeśli ma to być w wydaniu „Pretty woman”. Kiedy więc moja koleżanka umawiała się ze swoim ludzkim wibratorem na seks bez związku, myślała sobie „bliżej się poznamy, spędzimy miło czas, a co będzie dalej – czas pokaże”. Kiedy pan ludzki wibrator umawiał się z moją koleżanką, pomyślał sobie „spoko układ”.

Czy ktoś zna przypadki, w których to wyszło? Ja ani jednego, choć prób w moim otoczeniu było wiele, bo wszyscy chcemy być bardzo wyzwoleni i nowocześni, zapominając o logice i zdrowym rozsądku. Bo niby jak to się robi? Zapomina się, że jest się człowiekiem? To mogło by się udać tylko między dwoma facetami. Mężczyzna mówi, co myśli i się tego trzyma. Kobieta tworzy portale do innych wymiarów, jak scenarzyści „Interstellara” i zakłada, że mężczyzna robi tak samo. A nie robi.

Nie, serio Halinko, zapamiętaj: nie robi.

Pożegnali się więc. Nawet nie musieli zabierać od siebie swoich rzeczy, bo nie zostawiali u siebie niczego, poza DNA. Ona czuła się odtrącona i oszukana przez los. Jemu było smutno, że jej jest smutno. A ja zostałam, jak głupia, z tym termokubkiem.