AJM ERASMUS, AJLOWJU

12 marca 2015

SHARE WEEK 2015

17 marca 2015

KOMPLEMENTY, PO KTÓRYCH CHCESZ SKOCZYĆ Z MOSTU

15 marca 2015
ajm erasmus, ajlowju - fabjulus
komplementy - mordercy - fabjulus

Nie chcieli źle. Chcieli być mili. I nagle niechcący powiedzieli coś, co naprawdę myśleli.

Bolą znacznie bardziej niż otwarta krytyka. Być może dlatego, że wychodzą przez przypadek. W dodatku nie można się o nie zezłościć, przez co ego zostaje zgaszone szybko i skutecznie, niczym pet Agaty Kuleszy na Oscarach. Honorowi rezydenci ósmego kręgu piekła: komplementy – mordercy. W ułamku sekundy potrafią pozbawić wysokiej samooceny, dobrego samopoczucia i planów na przyszłość.

Poznaj historię wyrazów podziwu, po których poszłam zrobić sobie drinka i pochlipać w kota nad swoim losem.

1. Wyjątkowy talent

– Julia sama to namalowała! – powiedział entuzjastycznie mój kolega do swojej dziewczyny, pokazując jej płótno wiszące na ścianie. Położyłam na stole półmisek z ciastem i zaprezentowałam swój standardowy układ choreograficzny, który wykonywałam za każdym razem, kiedy ktoś chwalił moje obrazy: splotłam dłonie, jakbym chciała powiedzieć, że to nic takiego, zaczerwieniłam się, spuściłam skromnie wzrok i zachichotałam z zakłopotaniem.
– Naprawdę? Od dawna malujesz? – zainteresowała się ona.
– Zaczęłam w pierwszej klasie liceum. Ale jeszcze dużo nauki przede mną – odpowiedziałam, uśmiechając się szeroko.
– Wow! Podziwiam cię! Ja nigdy nie miałam cierpliwości do takiej dłubaniny – powiedziała, a mnie uśmiech stężał na twarzy. – No wiesz, zawsze wolałam zrobić coś pożytecznego.

2. Wspaniała praca

– Może wyjedziemy już w czwartek popołudniu i zostaniemy tam do niedzieli? – zapytałam przyjaciółkę, kiedy planowałyśmy wspólny weekend w Zakopanem. Ręka dzierżąca kubek z kawą zastygła jej w pół drogi do ust, rozchylonych w wyrazie szoku i niedowierzania.
– Oszalałaś? A co z pracą?! – zapytała, patrząc na mnie jak na torebkę z Dubaju za dwa klocki.
– Przecież zawsze można wziąć jeden dzień urlopu, nie? – odparłam spokojnie.
– Ech, Julia… Zazdroszczę ci twojej pracy! Możesz sobie wziąć urlop kiedy chcesz – rozmarzyła się, patrząc tęskno w dal. – Ja w mojej firmie jestem niestety potrzebna.

3. Wymarzone włosy

– Moja menadżerka poinformowała mnie, że mam tydzień, żeby schudnąć dwa kilo, w przeciwnym wypadku odpadnie mi wyjazd do Mediolanu – żaliła mi się koleżanka, mieszając fusy w swojej yerbie. – W dodatku oblałam egzamin z prawa podatkowego, a do tego wszystkiego w mieszkaniu zepsuł mi się junkers i nie mam ciepłej wody! Wyobrażasz to sobie? Nawet umyć się nie mogę! – dodała gorzko, przerzucając długie włosy przez ramię.
– Przecież możesz wykąpać się tutaj! – uśmiechnęłam się serdecznie.
– Naprawdę? – rozpromieniła się. – Ojej, dziękuję! Jesteś taka kochana! Szkoda, że w ogóle nie byłam na to przygotowana! Przecież nie mam ze sobą ręcznika ani kosmetyków…
– Nie wygłupiaj się, dam ci wszystko, czego potrzebujesz – odparłam. – Mam łazienkę pełną kosmetyków i ręczników.
– To nie takie proste… Nie zapominaj, że jestem modelką – przewróciła oczami. – Ech, zazdroszczę ci włosów, naprawdę… – stwierdziła nagle, a ja zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc związku. – No wiesz, możesz myć je byle czym. Ja niestety potrzebuję porządnych preparatów, bo ja muszę wyglądać dobrze…

4. Świetny styl

– O matko! Ale boskie buty! Skąd je masz? – wykrzyknęła kuzynka na widok moich kolorowych New Balance’ów.
– Mama przywiozła mi ze Stanów. Fajne, nie? – wyszczerzyłam się, prezentując jej stopy obute w swoje nowe cudeńka.
– Genialne! Cała ty! – uśmiechnęła się, padając mi do stóp, a ja poczułam się jak Król Julian. – Bardzo lubię twój styl, wiesz? – powiedziała patrząc na mnie z dołu, a ja poczułam, jak moje poczucie własnej wartości rośnie niczym biceps Trybsona przed walką. – Zawsze masz jakieś zwariowane dodatki. Nie boisz się eksperymentować. A ja jednak myślę, zanim coś na siebie założę.

5. Idealne biodra

– Juleczko, dzień dobry! Halo! Jak się czujesz? Aha, to ja mówię! – Huragan Teresa. Opadłam z wysiłkiem na kanapę i podłożyłam sobie poduszkę pod zmęczony kręgosłup.
– Cześć, babciu. Jestem bardzo zmęczona, wszystko mnie boli, czuję się jak słoń. Chciałabym, żeby już się urodził – poskarżyłam się, patrząc na gigantyczny balon, który kiedyś był moim brzuchem.
– Moje biedactwo! Tak ci współczuję! Co mówi lekarz? – zapytała troskliwie.
– Że teoretycznie mam jeszcze czas, ale dziecko może mieć już ponad cztery kilogramy i powoli kwalifikuję się do cesarki – odparłam smutno.
– Och, nie przejmuj się! – wykrzyknęła radośnie. – Twoja kuzynka pół roku temu urodziła siłami natury synka, który ważył cztery kilogramy. A przecież wiesz, jaka ona jest szczuplutka. Ty ze swoimi biodrami nie masz się czym martwić!

Rzeczywiście. Żyć, nie umierać. Jakie to szczęście, że mam wokół siebie ludzi, którzy zawsze potrafią sprowadzić mnie na ziemię! Pochwalcie się, jeśli Wam też zdarzyło się usłyszeć słowa prawdy, przez które samozadowolenie odeszło w zapomnienie, a uśmiech zastąpił nieatrakcyjny grymas bólu istnienia, a ja w tym czasie otworzę barek. I pamiętajcie: nie ma takiego doła, który nie mógłby być większy! Z colą czy bez?