DOBRE, BO NIEPOLSKIE

8 marca 2015

AJM ERASMUS, AJLOWJU

12 marca 2015

POWIEDZ, CZY MNIE ZDRADZA

10 marca 2015
dobre, bo niepolskie - fabjulus
ajm erasmus, ajlowju - fabjulus
powiedz czy mnie zdradza

– Chciałabyś wiedzieć, że twój facet cię zdradza? – zapytałam ją, gdy oglądałyśmy razem „Seks w wielkim mieście”.
– Jasne! – odpowiedziała, strzepując resztki czipsów z biustu. – A powiedziałabyś mi, gdybyś wiedziała, że mnie zdradza? – zapytała po chwili.
– Jasne! – wykrzyknęłam entuzjastycznie, plując cebulowymi Pringlesami do wina. Obie kłamałyśmy.

Myślę, że nawet obie w tym momencie wierzyłyśmy we własne deklaracje. W pierwszym impulsie każdy tak uważa. Oczywiście, że ona chciałaby wiedzieć, że jej powracająca grzybica to nie jest wina basenu. Oczywiście, że nie mogłabym z czystym sumieniem lajkować ich samojebek z Paryża, wiedząc, że po powrocie on pójdzie udostępnić się sąsiadce. Też byś tak powiedział. Też nie miałbyś racji.

Nie chcesz wiedzieć

– On nie rozstaje się z telefonem nawet gdy idzie do kibla – powiedziała ponuro rok później.
– Tak jak każdy inny facet. Oni lubią mieć coś do czytania, gdy zasiadają na tronie – rzuciłam radośnie, choć po jej minie widziałam, że tak naprawdę tu nie chodzi tylko o telefon.
– Kiedyś tak nie było – odparła cicho i wzięła duży łyk wina. – To się zaczęło po wyjeździe integracyjnym we wrześniu – dodała, nie patrząc mi w oczy. – Myślisz, że mnie zdradza?
– Myślę, że nie – powiedziałam, choć nie wyglądało to dobrze.
– Ostatnio często zostaje w pracy po godzinach – wyznała ze wstydem, którego źródła nie potrafiłam znaleźć.
– Mówiłaś, że ma audyt – stwierdziłam bez przekonania.
– No tak, masz rację, pewnie sobie coś uroiłam – uśmiechnęła się z ulgą. – Po prostu trochę się zestresowałam tym wszystkim.
– Niepotrzebnie. On cię przecież kocha – powiedziałam, zaskoczona tym, jak szybko się rozpogodziła.
– Wiem! Oczywiście, że mnie kocha. Ślub za pół roku, nie ma co wyszukiwać problemów! – wykrzyknęła już całkiem radośnie, a mnie przyszło do głowy, że chyba od początku potrzebowała ode mnie tylko potwierdzenia, że nie dzieje się nic złego. Nawet, jeśli nadgodziny spędzał w biurze tylko z koleżanką z księgowości i robił to dla skoku tętna, a nie wynagrodzenia, wolała nie wiedzieć.

I w sumie słusznie. Nawet jeśli jej misiaczek postanowił zainspirować się Billem Clintonem, dlaczego ona, biedna, miała ponosić tego konsekwencje? Może to był jednorazowy skok w bok, który nic nie znaczył? A gdyby ona się o tym dowiedziała, nie mogłaby tego zlekceważyć i puścić w zapomnienie, nawet gdyby chciała – to by było niewychowawcze. Musiałaby się z nim rozstać, żeby zachować twarz, a następne trzy lata spędziłaby udostępniając na facebooku „Facet to świnia” oraz oddając się dzikim objazdom po okolicznych klubach co piątek, za każdym razem deklarując, że kocha być singielką i beztrosko się bawić, po czym pisząc nad ranem pijackie smsy do niewiernego byłego. Po co jej to?

Przecież on był taki kochany. Śmieci wynosił sam z siebie, w soboty odkurzał podłogi, wreszcie zapamiętał, że ona do herbaty sypie dwie łyżeczki cukru, a nie jedną, a kiedy miała okres – kupował jej nutellę i puszczał „M jak miłość”. Miałaby to zetrzeć w pył przez jeden nieistotny wyskok w górach? Przecież wiedziała, że kochał tylko ją. Postanowiła więc uznać, że nadgodziny były dla niego wyłącznie źródłem udręki, a w toalecie telefonu potrzebował, żeby móc zadzwonić po pomoc, gdyby się zaklinował.

Nie chcesz powiedzieć

– Zawsze mi się podobałaś – wybełkotał, walcząc z grawitacją, a mnie krew odpłynęła z twarzy. – W sumie od wielu miesięcy cię kocham – dodał, po czym beknął tak soczyście, że jakimś cudem przebił się nawet przez bit wchodzącej piosenki. Rozejrzałam się po klubie. Nikt tego nie słyszał. Nikt nawet na nas nie patrzył. To dobrze, bo moja mina mogłaby wzbudzić podejrzenia.
– Co ty opowiadasz?! Przecież za dwa miesiące bierzecie ślub! – wykrzyknęłam oburzona, usiłując nie dostrzegać ironii w tym, że Pitbull właśnie informował mnie, że wie, że go pragnę.
– Może bierzemy, a może nie bierzemy… Nie ma takiego wagonu, którego nie dało by się odczepić! – powiedział, siląc się na poczucie humoru, a ja wytrzeźwiałam w ułamku sekundy.
– O czym ty mówisz?! – wrzasnęłam, patrząc na niego z przerażeniem.
– Wreszcie jesteś samotna. Po raz pierwszy, odkąd cię znam – dodał, jakby to cokolwiek zmieniało.
– Twoja narzeczona jest moją przyjaciółką. Udam, że nigdy tego nie powiedziałeś i tobie radzę zrobić to samo – ucięłam, po czym pożegnałam się ze wszystkimi zgromadzonymi i zadzwoniłam po taksówkę do domu.

O ile wcześniej nie miałam pewności, czy ją zdradzał, teraz nie miałam już wątpliwości. Skoro tak ochoczo podbił do przyjaciółki swojej narzeczonej, koleżanka z pracy nie mogła stanowić dla niego problemu. Nawet nie musiałam zadawać sobie pytania, czy jej o tym powiem – było dla mnie oczywiste, że nigdy nie może się o tym dowiedzieć. Pamiętając, jak ochoczo zignorowała znaki ostrzegawcze ostatnim razem, wiedziałam bowiem, że jeśli się o tym dowie, nastąpi jedna z trzech rzeczy: pocierpi, ale mu wybaczy, uznając, że przecież do niczego nie doszło, a nasza znajomość będzie skończona; zostawi go, ale już zawsze będzie mieć do mnie nieuzasadniony żal, więc nasza znajomość będzie skończona; zostawi go, a potem przyjmie go z powrotem, postanawiając, że musi zostawić za sobą to, co ich poróżniło – czyli mnie.

Jaki miałam wybór? Żadnego. Niestety, w przypadku zdrady, obrywa nie ten, kto zdradził, a ten, kto puścił farbę. Mogłam więc wyłącznie spróbować o tym zapomnieć. Tak też zrobiłam. Spróbowałam, nie zapomniałam, bo zapomnieć o czymś takim się nie da.

I pewnie masz rację

– On stwierdził, że się zakochał! – wrzasnęła mi do słuchawki. – Ty to sobie, kurwa, wyobrażasz?! Zakochał się! – zamarłam. Nieprzyjemny dreszcz przeszył moje ciało, a włosy na głowie podniosły się tak, że mogłabym reklamować szampon dodający objętości. – Jesteś tam?! – rzuciła ostro, gdy nie odpowiedziałam przez kilka przykrych sekund.
– Jestem, po prostu mnie zaskoczyłaś. O co chodzi? – zapytałam cienkim głosem. A więc stało się. Właśnie tak zakończy się nasza pięcioletnia przyjaźń. Co za banał: przez faceta. Żeby jeszcze on mi się podobał! Ale nie, ja go nawet nie lubiłam! A już na pewno nie mogłam na niego patrzeć od czasu, kiedy postanowił sobie ze mną zagrać w „Chwilę prawdy” miesiąc wcześniej. Łzy napłynęły mi do oczu. Czułam się podle, mimo, że nie zrobiłam nic złego.
– Ja to wiedziałam! – wykrzyknęła ze złością.
– CO wiedziałaś? – serce waliło mi tak mocno, że zagłuszyło odgłosy ulicy i przytłumiło jej słowa.
– Możesz oddać swoją sukienkę do sklepu, bo ślubu nie będzie. Niczego już nie będzie! – rozpłakała się, a ja przysiadłam na murku.
– Ale o czym ty mówisz, kochanie? – zapiszczałam.
– Nie wylogował się z facebooka. Normalnie tego nie robię, ale coś mnie podkusiło i zerknęłam do jego wiadomości – wysyczała przez łzy. – Ten gnojek napisał tej szmacie z księgowości, że ją kocha! Mogę do ciebie przyjechać?