KATECHETA TO STAN UMYSŁU

28 kwietnia 2015

TWOJE SŁOWA MNIE NIE GWAŁCĄ

2 maja 2015

TBT 6: MARCO POLO, DOPRAWDY I CIĘŻKI ROCK

30 kwietnia 2015
katecheta - fabjulus

W tym tygodniu nasze bohaterki będą musiały zmierzyć się z inwazją mężczyzn, leniwą niedzielą, satanistyczną muzyką i przypływem weny twórczej. Jakie to szczęście, że nie będą w tym same, kto wie, jak by się to skończyło…! Rozsiądźcie się wygodnie, Juleczka, Julcia, Julka i ich goście zapraszają do wehikułu czasu!

1999

Juleczka cieszy się niedzielnym chillem z rodzicami, choć jeszcze nie wie, że za parę lat tak się będzie na to mówić. We właściwym sobie stylu, przeplata przyziemne tematy z filozoficznymi rozkminami i naklejkami Wally’ego. Klasa.

w

Dziś niedziela, godz. 9:45. Za 15 minut zasiądziemy przy programie tel. „Opowieści antykwaryczne”. Wczoraj załatwiliśmy wszystkie ważne sprawy i dziś nic niema do roboty, że „trzeba już”. Dawno nie było takiej niedzieli.

Siedzę u Sandry, godz. 18:40. Byłam wcześniej na podwórku. Bawimy się w szkołę. Jestem nauczycielką. Teraz mogę powiedzieć, że byłam.

Godzina 20:35. Chciała bym muc przenieść się w czasie. Zobaczyć wytworne stroje dam dworu, zobaczyć paszczę dinozaura. Oglądałam ostatnio bajkę, w której była bańka snów, która była bardzo duża. Kiedy się do niej weszło i pomyślało o jakimś miejscu, to się w nim można było znaleść. Kiedy jesteś w wodospadzie nic ci się nie stanie. To twój sen.

ww

Bardzo proszę taką bańkę. Nie, nie chcę zobaczyć paszczy dinozaura. Po prostu jestem śpiąca.

2004

Julcia przeżywa bardzo poważny przełom w związku z brakiem związku z kolegą z klasy. Ogrom sukcesów w departamencie uczuciowym przyczynia się u niej do zauważalnego wzrostu religijności, objawiającym się częstymi odwołaniami do Stwórcy.

pp

O Boże. Jeśli się nie rozpłynę, to będzie cud. O Boże. Cały dzisiejszy dzień jest absolutnie piękny. Oczywiście od samego rana „filtrowaliśmy” (powietrze). Boże. Ale apogeum nastąpiło na sztuce. Najpierw miałam leciutkiego doła, bo ławki są tam ustawione w ciągu na całą długość klasy, a on siedzi w absolutnie końcowej tego ciągu części i nie mieliśmy najmniejszego nawet eye-contactu. Ale potem zaczął latać do mnie po pastele (Boże, ten cudowny zapach jego wody kolońskiej zwala z nóg!), a następnie udaliśmy się na „wystawę” (:/) w bibliotece. W czasie przemowy pani bibliotekarki na temat sztuki ex-libris nie działo się nic, ale później kiedy na własną rękę oglądaliśmy przykłady stempli zaczęliśmy się przekomarzać (naturalnie na temat „kto jest genialniejszy”). Przez cały czas w bibliotece i potem w drodze do klasy prowadziliśmy ożywioną dyskusję. Oto fragment:

J: Plus jeden.
X: Plus dwa.
J: Plus trzy.
X: Plus cztery.
J: Razy dwa.
X: Razy sto.
J: Plus pi.
X: Razy sto razy nieskończoność.
J: Plus jeden.

Ogień. Mam nadzieję, że użyli zabezpieczenia.

W międzyczasie, Julcią zainteresowało się dwóch innych kolegów. Julcia lubi obu, ale nie wie, co o nich myśleć, postanawia więc porównać ich parametry w profesjonalnie przygotowanej tabelce, uwzględniającej atrybuty takie jak intelekt, waga i stan uzębienia.

ppp

Ostatecznie jednak stwierdza, że wszyscy adoratorzy są niedojrzali i irytujący, korzystając więc ze sprawdzonej techniki fotomontażu metodą nożyczki-ksero, przygotowuje sobie zdjęcie przedstawiające ją w towarzystwie hybrydy Pierce’a Brosnana i Colina Firtha. W ramach przeciwwagi dla otaczającej ją niedojrzałości, oczywiście.

p

Ciekawe, jaki ma stan uzębienia.

2006

Julka kończy już gimnazjum i powoli zaczyna zdawać sobie sprawę z siły rażenia swojego biustu, przekładającej się bezpośrednio na zainteresowanie kolegów z innych klas. Nawet tych najbardziej rozchwytywanych w całej szkole! Okazja do podbudowania samooceny pojawia się na corocznym Balu Gimnazjalisty, na który Julka idzie z księciem z bajki i zostaje królową balu. Tak jakby.

1

 21 stycznia 2006 r. – BAL!!!

Fantastyczny, najlepszy, na który oficjalnie poszłam z, werble, XXX, największym ciachem w szkole!!! I tu nie będę się bawić w skróty, tylko opiszę jak Pan Bóg przykazał.

Pewnego dnia (a był to 16 stycznia, niedziela, finał WOŚPu, na którym mnie nie było, bo Pumy oszalały), Maja wysłała mi smsa o treści: „XXX to ciacho i nie mów, że nie”.
Następnego dnia, niesamowity zbieg okoliczności, zaczął mnie podrywać, co było dla mnie szokiem, gdyż:
a) nie znaliśmy się osobiście;
b) nie znaliśmy się osobiście.
Parę dziwnych dni później, dziwnym zbiegiem okoliczności, okazało się, iż jeśli chcemy iść na bal, musimy iść razem. Dla mnie bomba 🙂

18, 19, i 20 (śr, czw i pt) musieliśmy stroić salę na bal, w związku z tym całe dnie spędzaliśmy w towarzystwie elity (skompletowanie obsady do przygotowywania spoczywało na ramionach Ani i moich, więc wiadomo, kto tam był…). Między XXX a mną naprawdę bardzo iskrzy. Kiedy coś do mnie mówi, oblewa się purpurą i zaczyna się jąkać. Myślę, że to urocze.

Frania i Y (zakochani!) są zakochani.

21- dzień balu.
Wyglądam ślicznie. Naprawdę. XXX na powitanie wręcza mi kwiaty i mnie przytula. Cały czas świdruje mnie wzrokiem, szczerzy się cały czas i cały czas nerwowo poprawia włosy. Po czym na balu nie tańczy ze mną ani razu! Naprawdę! Patrząc mi głęboko w oczy prosił do tańca K i A! Dupek.
Ale za to, jako kobieta samowystarczalna i niezależna, sama zadbałam o kompanów do zabawy. Zdałam sobie mianowicie sprawę z tego, że przecież nikt mi nie odmówi i w tej chwili naprawdę miałabym kłopoty z wymienieniem wszystkich swoich partnerów. Z rzeczy ciekawych: zostałam Królową Balu.
(Aha, B co prawda chodzi z A, ale przez połowę balu tańczył ZE MNĄ, dla porównania – z A zatańczył RAZ, w dodatku byliśmy świetni, a on mnie obracał, podnosił, kręcił i przytulał. Sam jeszcze o tym nie wie, ale chyba mnie kocha).

W każdym razie, dziś w szkole MP (Marco Polo/M – Padalec) zachowywał się, jak gdyby nigdy nic, podrywał mnie i molestował. Poważnie. Wyczuwam syndrom popaprania B. Jest mi źle i smutno, w dodatku nic tu nie pisałam tak długo i jestem na siebie zła. Aj, dobranoc.

2

Najlepsze jest to, że dzisiaj nie mam najmniejszego pojęcia, kim był Marco Polo. Zadzwoniłam nawet do przyjaciółki i podobno faktycznie był przystojny, jak skrzyżowanie braci Hansen z opalonym surferem. Brzmi dobrze. Aż żałuję, że go nie pamiętam.

Kącik literacki

Dziewięcioletnia Juleczka podszkoliła się nieco z ortografii i postanowiła porzucić pisanie chistorji na rzecz tworzenia poważnych dzieł literackich. Silnie zainspirowana „Anią z Zielonego Wzgórza” i „Dumą i uprzedzeniem”, postanowiła napisać swoją pierwszą powieść z prawdziwego zdarzenia. Uwaga! Osoby ze słabą tolerancją żenady powinny od razu przeskoczyć do piosenki tygodnia!

4

3

Tutaj będzie moja nowa powieść. Tytułu jeszcze nie wymyśliłam, lecz moi ukochani, starzy bohaterzy tu będą. Awięc: (gł. bohaterzy)

Laura Zelone – gł. boh.
Robert Collins – gł. boh.
Don Lewis – przyj. Laury
Izabella Zelone – starsza siostra L.
Helena Zelone – mł. siostra Laury
Fryderyck Zelone – mł. brat Laury
Vicktoria Zelone – matka Laury
Edward Zelone – ojciec Laury
Steven Smith – narzeczony Laury
Elżbieta – służąca
Karolina – kucharka
Dorota – służąca
Leon – lokaj

1.

Państwo Zelone mieli trzy córki: Izabellę, Laurę, Helenę i jednego syna: Fryderyka. Mieszkali w Anglii, w starej, pięknej rezydencji. Obecnie odwiedzała ich ciotka Linda, siostra babci Laury. Była sporo młodsza od swojej siostry, więc wielokrotnie brano ją za siostrę pana Edwarda Zelone.
– Izabello, co u Christophera?
– Wszystko w porządku ciociu – oblała się rumieńcem Izabella. – Może jeszcze ciasteczka?
– Moje dziecko – zaśmiała się Linda. – Mówisz mi to od czterech lat. Ta, tak, równo cztery lata temu dowiedziałam się, że od dwóch lat biega za tobą jakiś młodzieniec. Doprawdy, jestem zgorszona, że nie podjęliście jakichś dalszych kroków, doprawdy! – to ostatnie zdanie było wypowiedziane srogim tonem. – Tak, tak, a Laura? – zainteresowała się ponownie. – Lauro, mija już…
– Półtora roku cioteczko. – Pospieszyła z odpowiedzią Laura. – A od czasu zaręczyn ze Stevem – pięć miesięcy.
– Pięć miesięcy! – Zagruchała ciocia. – A ślub?
– W przyszłym miesiącu. Może jeszcze ciasteczka…?
– Co wy z tym ciasteczkiem, doprawdy? Czy to sposób na zmianę tematu? Ciastka są istotnie bardzo smaczne, lecz… ach, doprawdy, Lauro!
– Córeczki, nie irytujcie cioci! Ciociu, może jeszcze… to znaczy… herbatki?
– O, a to bardzo chętnie, Vicktorio. Pamiętam, nasza ciocia, Edwardzie, chyba jej nie pamiętasz… zmarła, gdy miałeś pięć i pół roku, więc ta ciocia, Roberta, zawsze mówiła, że na smutki, to herbata najlepsza. I na rozładowanie sytuacji, to tylko herbatka dobra! Tak, tak, doprawdy, bardzo ją kochałam, tak, tak. Jakież ona miała piękne włosy… Spinała je w taki kok… – Vicktoria mrugnęła do córek porozumiewawczo, a te z wyraźną ulgą podziękowały i wstały, czego ciotka Linda nawet nie zauważyła, zajęta opowieścią o wyprawie cioteczki Roberty razem z nią do Paryża. Gdy tylko wyszły z salonu, wpadły na duszącego się ze śmiechu brata.
– Freddy! Co ty robisz? Co ty tutaj robisz? Miałeś być chory!
– Doprawdy, Lauro! Czy ty naprawdę uwierzyłaś w mą chorobę? Doprawdy! Tak, tak, ciasteczka są bardzo smaczne… – piskliwym głosem szeptał Fred.
– Freddy! – wykrzyknęła Helena, z trudem powstrzymując śmiech.
– Co? Powiedzcie, że ją lubicie! – oburzył się.
– No, no więc… ciocia Linda jest… hm, specyficzna… – zaczęła Helena.
– Jest miła, na swój sposób oczywiście, dość wścibska i rzeczywiście specyficzna – skończyła Izabella.
– Słowem, mamy lepsze ciotki, ale rodziny się nie wybiera. Cieszcie się, że mieszka daleko i odwiedza nas bardzo rzadko! – rzekła Laura i ruchem ręki zagoniła ich na schody. – Chodźmy pokomentować na górę. Jeszcze nas usłyszy.
– Stara jędza! – prychnął Freddy.
– Fryderyku! Nie masz powodów, aby nazywać ją w ten sposób. Możesz jej nie lubić, my nie mamy na to wpływu, lecz ta kobieta nic ci nie zrobiła. Nie masz nic na swoje usprawiedliwienie. Już, do góry – wyraźnie zdenerwowana Helena wmaszerowała na górę za bratem.

Postanowione: pozywam BBC. „Downton Abbey” to ewidentny plagiat. Doprawdy.

2

Piosenka tygodnia

Złamane serce daje się Julci mocno we znaki. Sfrustrowana wiecznymi odrzuceniami, kompletnie nie dostrzegając ironii w tym, że jednocześnie sama daje kosza każdemu zauroczonemu nią koledze, sięga po każdy tekst, który odzwierciedla jej cierpienie. Wertuje tomiki poezji, zaczytuje się w romansach i bez końca słucha smutnych piosenek, żeby wreszcie, w 2004 roku odkryć coś, co w swoim pamiętniku nazywa „ostrym, rockowym brzmieniem”.

A jest to Avril Lavigne.

avril

 

Wasze skarby

W tym tygodniu same cuda. Zaczynamy od Konkretnej Marty, która przesłała mi swój list do Świętego Mikołaja. Niestety, nie dopisała, ile miała lat, gdy go napisała, ale sądząc po jej uwrażliwieniu na kulturę, sztukę i literaturę, obstawiam klasę maturalną:

11148983_864597410253874_1064642957_n

11160142_864597420253873_2041093534_n

Na drugie danie, Uduchowiona Basia zaserwowała nam prawdziwy skarb: poezję w najczystszej postaci. Piękny utwór inspirowany późną secesją – motywy zwierzęce symbolizują tu walkę podmiotu lirycznego z pierwotnym zewem natury. Na zmagania z losem wskazuje użycie słowa „wije”, a mozolne stawianie czoła nieuniknionemu obrazować ma postać ślimaka. Spójrzcie sami, może pomożecie mi odkryć znaczenie odwróconego znaku zapytania:

11099614_10203973808202681_285371193_n

Jeśli Basia rozbudziła Wasz apetyt na poezję, ucieszy Was wiadomość, że artystka podzieliła się ona z nami jeszcze jednym utworem lirycznym, powstałym w późniejszym okresie twórczości. W dziele zauważalne są mocne inspiracje młodym Werterem i Gosią Andrzejewicz. Przygotujcie się na potężną dawkę emocji:

11094375_10203973936845897_1487937209_n

To było piękne. Pozostajemy w sentymentalnym nastroju, tym razem pochylając się nad prozą Przybitej Poli. Przybita Pola ma 11 lat i liczne rozterki życiowe, usiłuje jednak dzielnie stawić im czoła i wyłapać nieliczne blaski rozjaśniające mrok jej trudnego życia:

11153573_948924448485250_949746088_o

Nie wiem, czemu to akurat dzis piszę. Nawet nie pamiętam, który dziś jest! Może sobie przypomnę, i napiszę na końcu… Jest taki ponury dzień. Nic się nie chce robić… Jest nudno. Może chociasz raz można sie uśmiechnąć,ale tylko dla tego, ze dałam mamie ładny obraz… I, że mogę pisać w tym pamietniku… I jeszcze jedna iskierka radości. Mam psy, żółwia i ryby. Oni mnie mogą pocieszyć. Bardzo zmartwił mnie fakt, że dopiero jutro pojade do babci, a nie dzisiaj. Ach tak! Mam jeszcze misie! One też mogą mnie pocieszyć. Mogę też włączyć muzykę i komputer. 26.01.01 rok

A na deser jedyny mężczyzna w dzisiejszym zestawieniu. Oto, co napisał mi Odważny Mateusz:

Cześć. Co prawda nigdy nie prowadziłem pamiętnika, czego bardzo teraz żałuję, ale uważam, że moje policzki były wystarczająco przypałowe, żeby załapać się na TBT na FabJulusie. Pozdrawiam!

11136880_951526854878534_36174526_n

Cóż. Nie sposób się nie zgodzić.

To wszystko w dzisiejszym nastrojowym powrocie do przeszłości! Czy Juleczka skończy swoją książkę? Czy Julcia odzyska swoje pastele? I czy Julka potraktuje Marco Polo tak, jak na to zasłużył? Tego dowiecie się już za tydzień!