5 DZIWACZNYCH ZWYCZAJÓW WESELNYCH

10 maja 2015

TBT 8: OSTATNIE POŻEGNANIE

14 maja 2015

POROZMAWIAJMY O TWOIM AWANSIE

12 maja 2015
wesele fabjulus

Nagle sobie przypomniały, że wszystkie były molestowane. Aktorki, piosenkarki, modelki i dziennikarki. Takie są rozchwytywane. Hehe. A przecież takie rzeczy się nie zdarzają. Wymyśliły sobie lans na złego szefa, bo niemoralna propozycja jest w tym sezonie tym, czym pięć lat temu były czarne Ray Bany: absolutny must have kobiety sukcesu. Przesadzają, nie? Nie.

Bo przełożony molestujący nieopierzoną stażystkę to nie jest wątek z amerykańskiego serialu albo filmu porno ze skórzaną kanapą w roli głównej. Wiem, bo sama byłam tą stażystką.

Młody, dynamiczny zespół

Był ode mnie dwa razy starszy, miał żonę, dziecko i mój numer telefonu. Był moim szefem. Podczas pierwszego miesiąca w nowej pracy, cieszyłam się, że jest dla mnie miły, potrafi rozładować atmosferę w pracy żartem i nie robi problemu, kiedy przychodzę później do biura, bo rano mam zajęcia. Parę razy odwiózł mnie po pracy do domu, za co byłam mu ogromnie wdzięczna, bo w okolicach godziny 16.00, mój tramwaj zazwyczaj wypełniony był pełnoetatowymi koneserami jaboli, wracającymi właśnie z całodziennych spotkań biznesowych, dzięki czemu dzień w dzień doświadczałam paradoksu żula, kiedy to żul jedzie tramwajem, a tramwaj jedzie żulem. Myślałam, że oszczędzający mi tego szef był po prostu jest uprzejmy. Po pierwszym wieczornym „smsie na dobranoc”, pozbyłam się złudzeń.

Na początku nie chciałam być niemiła, więc grzecznie odpisywałam na jego zaczepki. Wydawało mi się, że dystans bijący z moich smsów jasno zasygnalizuje mu, że nie jestem zainteresowana wtajemniczaniem go w kolor mojej bielizny. Założyłam, że inteligentny facet, za jakiego go miałam, szybko to zrozumie i wycofa się z zakłopotaniem. Niestety, wkrótce moja naiwność Polyanny dostała mocnego kopa w tę część ciała, którą mój przełożony postanowił pochwalić w służbowym mailu. Facet był nie tylko głupi, ale i nieostrożny: każdego dnia zasypywał mnie mailami, smsami, odpowiedziami na pytania, których nie zadałam i pytaniami, na które nie chciałam odpowiadać. Podczas drugiego miesiąca zaczął mi przypominać, że to od niego zależy, czy moja umowa zostanie przedłużona. Chciał wiedzieć, czy jestem skłonna do poświęceń dla firmy. I choć większość tych zaczepek udawało mi się ignorować lub obrócić w żart, pewnego dnia mój biurowy macho przeszedł do ofensywy. Kiedy się rozchorowałam, zaproponował, że zrobi mi zakupy i osobiście przyjdzie mnie wyleczyć. Nie odpisałam.

HEY!

Konsekwencje

Następny miesiąc upłynął mi na znoszeniu bezustannych przytyków ewidentnie rozczarowanego mną szefa. Nagle okazało się, że nie spełniam jego oczekiwań, na niczym się nie znam, wszystko robię źle i za długo piję kawę podczas przerwy. Na korytarzu mijał mnie bez słowa, nie odpowiadał na „dzień dobry” i „do widzenia”, odzywał się tylko po to, żeby powiedzieć mi, jak bardzo jestem niekompetentna. Z jednej strony, ogromnie mi ulżyło, że z dnia na dzień skończyły się smsy, maile i zaczepki. Jednocześnie jednak ciężka atmosfera w biurze dusiła mnie i stresowała bardziej, niż ciągłe kontrolowanie ruchu własnych bioder na korytarzu.

Kamienna twarz niezadowolonego amanta nie była jedyną ceną, jaką przyszło mi zapłacić za brak oddania kierownictwu. Otóż mój szef z dnia na dzień przestał dopieszczać swoją stylówkę, katując mnie widokiem swoich przyciasnych t-shirtów, sztruksów i frotowych skarpetek do sandałów, a także sushi spożywane w porze lunchu zastąpił codziennym zestawem aromatycznych kanapek z jajkiem. Oczywiście, randki z panem Mietkiem, panem Czesiem i butelką Komandosa znów na stałe zawitały do mojego harmonogramu dnia. Przywitałam je z pewną ulgą. Komplementy pana Czesia były mniej żenujące, niż komplementy żonatego szefa.

Kuriozalna przygoda skończyła się wraz z moim stażem. Nie wiem, czy zarząd przewidywał przedłużenie naszej współpracy – nie pytałam, po prostu przestałam tam przychodzić. Minęło parę lat, od tamtej pory zdążyłam pracować w kilku innych firmach, w większości normalnych, zrobiłam się pyskata, asertywna i silna. Dlatego wiem, że dziś rozegrałabym to całkowicie inaczej. Tylko że… nadal nie wiem jak. Po latach, żadne rozwiązanie nie wydaje mi się być wystarczająco dobre. A wy? Co zrobilibyście w takiej sytuacji?