JAK STYLOWO RZUCIĆ KOBIETĘ?

26 czerwca 2015

MIŁOŚĆ, WIERNOŚĆ, HASŁO DO FEJSA

3 lipca 2015

DZIEWCZYNA CHŁOPAKA Z GITARĄ

30 czerwca 2015
jak stylowo rzucić kobietę
haslo do fejsa
CHŁOPAK Z GITARĄ FABJULUS

Wszyscy byliśmy kiedyś młodzi i popełnialiśmy typowe błędy wieku niewinności. Taka na przykład Fab, jak każda inna nastolatka, silnie zainspirowana teledyskiem Bruce’a Springsteena i wywiadem z Grzegorzem Markowskim w „Playboyu”, zapragnęła poznać jakiegoś obiecującego muzyka i zostać jego muzą, menadżerką i stylistką, ubraną w czarną skórę i wysokie szpilki. Słowem: wymarzyła sobie chłopaka z gitarą. Plan był taki, że odkryje nieoszlifowany diament i stanie się dla niego źródłem inspiracji, jakiej dotychczas mu brakowało, a on dzięki niej rozkwitnie niczym Anna Mucha po diecie redukcyjnej i z aspirującego grajka stanie się gwiazdą rocka. Oczywiście, w życiu jest tak, że jak na złość dostajemy dokładnie to, czego chcemy, toteż los uszczęśliwił ją nie jednym, a dwoma samozwańczymi artystami, dzięki którym dane jej było nie tylko poznać od podszewki każdy pub wyposażony w scenę w województwie, ale i odkryć tajniki trudnej profesji, jaką jest dziewczyna chłopaka z gitarą.

Jako że właśnie otwieramy sezon gminnych festiwali muzycznych i Dni Osiedla na boisku za przedszkolem, czeka nas prawdziwy wysyp efektownych andżejów, zamiatających obiecująco długimi włosami i rwących halinki na „nagraliśmy już demo”. Dzięki swym doświadczeniom, popartym dodatkowo badaniami w terenie, wieloletnim obserwacjom i googlaniu memów, przedstawiam wam oto kompleksowy poradnik pod naukowym tytułem „co musi kobieta muzyka?”, żeby zaoszczędzić Wam dramatycznych scen rozstania po dożynkach, wspartych darciem flaneli na klacie i wynikami badań na mononukleozę. Zerknijcie, zanim dacie numer andżejowi, który „planuje nagrać epkę”. Redi? To lecimy.

Co musi kobieta muzyka?

Zasada 1: Wyglądać

Nasza historia była bardzo romantyczna. Andżej akurat grał koncert w knajpie, do której weszłam z koleżanką na soczek i ploty, a gdy ujrzał mnie ze sceny, stwierdził, że jestem ładna, dlatego też postanowił bezzwłocznie przerwać występ, żeby mnie poznać. Mógł sobie na to pozwolić, ponieważ jego publiczność składała się z przysypiającego barmana, żony perkusisty i futerału na gitarę. Tak właśnie poznałam tę pierwszą, podstawową zasadę obowiązującą kobietę lidera podrzędnej kapeli: nieważne, co mówisz, ważne, że masz dekolt.

Nie od dziś wiadomo, że podstawowymi elementami imidżu dobrego złego muzyka są koszula w kratę, uduchowione spojrzenie i ładna dziewczyna, pijąca lanego Żywca z sokiem przez słomkę i bujająca bioderkami pod sceną. Powinna ona prezentować się wystarczająco estetycznie, żeby odwracać uwagę od braku logiki w tekstach i faktu, że basista jest nawalony i nie trafia w struny, ale nie na tyle wyzywająco, żeby odstraszać ewentualne grouppies, tak potrzebne każdemu muzykowi.

Zasada 2: Być na bieżąco

Zaangażowana dziewczyna chłopaka z gitarą ma za zadanie uczestniczyć we wszystkich próbach, koncertach, sesjach nagraniowych i negocjacjach z dyrekcją szkoły muzycznej, która nie chce użyczyć salki w piwnicy do prób przed nadchodzącym WOŚPem. Typowa próba dobrego złego zespołu zajmuje od pięciu do dwunastu godzin, podczas których wokalista co dokładnie dwie i pół minuty informuje kolegów, że się nie słyszy, podczas gdy perkusista wpada w trans i niczym Zwierzak z „Muppetów” oddaje się dzikiemu waleniu w bębny, tyleż głośnemu, co nieskoordynowanemu. Tego nie można przegapić! Tymczasem obecność na koncertach jest nie tylko przywilejem, ale wręcz obowiązkiem wybranki losu, istnieje bowiem szansa granicząca z pewnością, że będzie jedną z pięciu osób, które nań przyjdą, więc jej absencja byłaby niemożliwa do przeoczenia.

Regularne uczestnictwo w bujnym życiu zespołu, wśród licznych oczywistych zalet, ma jedną ukrytą: otóż uodparnia dziewczynę chłopaka z gitarą na twórczość ukochanego. Ilekroć mój andżej spontanicznie postanawiał uraczyć mnie świeżo stworzoną przez siebie kompozycją, przepełniało mnie poczucie niezręczności, przeplatające się z ukrytym fuj i dojmującą żenadą. Im większą miałam wprawę w odbiorze tych dzieł, tym lepiej radziłam sobie z tłumieniem wybuchów śmiechu i płaczu. Polecam!

Zasada 3: Wierzyć w sukces

Poza aktywnym uczestnictwem w koncertach zespołu, dziewczyna chłopaka z gitarą musi nie tylko znać każdy utwór ukochanego, ale też słuchać ich w samochodzie, nucić pod prysznicem i publicznie się nimi zachwycać. Tutaj pomocny bywa facebook, choć najlepszym świadectwem wiary w kapelę będzie dziara z jej nazwą w widocznym miejscu. Ostatecznie, nic tak nie krzyczy „platynowa płyta”, jak nazwa „Stalowe Ogóry” wytatuowana na nadgarstku wiotkiej blondyny. Sprawa jest prosta: świat ma nie mieć wątpliwości, że sukces jest nieunikniony, bowiem już wkrótce Wojciech Mann przypadkiem znajdzie na jutubie ich debiutancki singiel i puści go Annie Gacek, a potem już tylko festiwale, kontrakty i support przed U2.

Tutaj trzeba jednak wiele wyczucia – od wczutki do konstruktywnej krytyki niedaleka droga, a dziewczynie chłopaka z gitarą pod żadnym pozorem nie wolno wyrażać się inaczej, jak tylko z zachwytem! Przekonałam się o tym na własnej skórze. Niewiele brakowało i andżej nie zabrałby mnie ze sobą na powiatowy przegląd zespołów muzycznych w Kozach!

Zasada 4: Wierzyć w spisek

Podstawowe wady zespołu andżeja były następujące:
a) byli przekonani, że są drugim Oasis;
b) nie byli drugim Oasis.
Normalny człowiek, po dziesięciu latach porażek i z nieustająco żadnym gronem fanów, zacząłby sobie zadawać pytania, co jest nie tak, że ta twórczość nie żre. Tak też zrobił andżej. Dwie flaszki wódki i rozkminę ze szwagrem później, wszystko było jasne. Otóż przemysł muzyczny jest skorumpowany, więc prawdziwe talenty, takie jak zespół andżeja, nie mają szans się przebić. Nie było innego wytłumaczenia! Odkrycie tego spisku natychmiast poprawiło mu humor, tak więc postanowił się tego trzymać. I ja też musiałam. Dla własnego dobra.

Zasada 5: Dorzucić się do kabli

Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy chłopaki z zespołu po raz pierwszy powiedzieli do mnie:
– Ej, ty już w sumie jesteś jak jedna z nas! – Na me oblicze wypełzł uśmiech tak szeroki, jak wiedza historyczna Roberta Makłowicza, a serce zaczęło walić mi jak młotem. Zaakceptowali mnie! Oczami wyobraźni widziałam nasze wspólne wypady na wakacje z dzieciakami i galę Grammy, na której zostają obdarowani siedmioma statuetkami w najważniejszych kategoriach i dziękują swoim żonom, zwłaszcza mnie, bo byłam z nimi najdłużej. I kiedy właśnie zastanawiałam się, w co się ubiorę na czerwony dywan i czy Zień będzie jeszcze w branży, dobiegła mnie druga część zdania: -…więc chyba powinnaś dorzucić się do benzyny!

I tak oto dobiegliśmy do końca kompendium wiedzy o zasadach zdrowego funkcjonowania w związku z niedocenionym geniuszem sceny undergoundowej. Jeśli pominęłam jakieś klasyki, koniecznie dajcie znać. Pochwalcie się, czy kiedyś mieliście przyjemność być po którejś z dwóch stron barykady. I pamiętajcie: choć życie w świetle reflektorów wiejskich domów kultury nie jest łatwe, nic nie zastąpi wzroku koleżanki, gdy mówicie „mój chłopak ma zespół”. Tylko lepiej, żeby nie chodziło o Tourette’a.