7 KŁAMSTW KOBIET NA ZAKUPACH

22 lipca 2015

FANTAZJE DUŻYCH DZIEWCZYNEK

27 lipca 2015

WYGRAĆ ROZSTANIE

24 lipca 2015

– Bułki, pomidorki i spadamy – zachrypiałam do niej, gdy przekraczałyśmy próg sklepu. Była sobota rano, a jedynym powodem, dla którego zgodziłam się zwlec z łóżka pomimo trzech godzin snu, był przeciąg, jaki powitał mnie, gdy otworzyłam lodówkę, szczególnie dotkliwy w obliczu typowego głodu postlibacyjnego.

– I może coś z witaminą C? – dodała, patrząc z ukosa na moją zapuchniętą twarz, skrywaną częściowo przez cień kaptura.

– Nie wiem, o co ci chodzi – odparłam, skręcając do działu z wodami mineralnymi. Pięć minut później, dzierżąc triumfalnie zestaw regeneracyjny, skierowałam swoje schowane w dresie zwłoki w stronę kas, omawiając ze współlokatorką szczegóły wczorajszego melanżu. I wtedy drogę przeciął mi wysoki, charakterystycznie przygarbiony brunet, objuczony jabłkami i piwem, a ja cicho pisnęłam z przerażenia. Stanęłam jak wryta, chwyciłam koleżankę za rękę, po czym wykonałam dynamiczny obrót i zaczęłam uciekać przed siebie, ciągnąc ją za sobą i gubiąc po drodze szczypiorek.

– Oszalałaś?! – wrzasnęła, kiedy schowałam się za paletą z jajkami w dziale z nabiałem.

– Cicho bądź! – syknęłam. – Widzisz tego typa w niebieskiej koszuli?

– Tego z jabłkami? – zdziwiła się. – Widzę.

– Schowaj się! To mój były – wyszeptałam, zerkając między rzędami jajek, których pieczątki krzyczały, że pochodzą od zdołowanych kur w klatkach. – Widział nas?

– Chyba nie. Czemu go unikasz? Ciągle coś do niego czujesz? – zapytała z troską, garbiąc się obok mnie.

– Nie, ale spójrz na mnie – odparłam, ściągając kaptur i ukazując jej namiętną czerwień swoich oczu i fryzurę a la gniazdo ślepej wróblicy. – Nie może mnie zobaczyć w takim stanie. Pomyśli, że wygrał.

PPRF

Kiedy zdarzyło mi się to po raz pierwszy, uznałam, że mam pecha. Za drugim razem stwierdziłam, że to zbieg okoliczności. Po szóstym, nie miałam już wątpliwości, że nie chodzi tu o splot niefortunnych zdarzeń, a o celowe działanie wszechświata, który usiłuje wpędzić mnie w głęboką depresję i zwiększyć ilość wina i czekolady w mojej codziennej diecie. Po serii niepowodzeń postanowiłam jednak przystąpić do dogłębnego zbadania tematu, w wielu miastach, krajach i stanach świadomości, żeby wreszcie przedstawić światu swój dar dla ludzkości – pierwsze prawo rozstań Fab:

Jeśli z jakiegoś powodu wyglądasz jak przeżuta i wypluta przez wybrednego T-Reksa, wiedz, że za chwilę spotkasz swojego byłego.

Doświadczenie nadzwyczaj nieprzyjemne, tak jakby samo niespodziewane spotkanie kogoś, komu kiedyś oddałbyś swój ostatni kawałek pizzy, nie było wystarczająco stresujące. Przede wszystkim dlatego, że choć nikt nie mówi o tym na głos, i tak wiadomo, że każde tego typu spotkanie wyłania zwycięzcę i przegranego. Tego, kto wygląda jak apetyczna szynka z Almy i tego, kogo przerobi się jutro na mielone w szkolnej stołówce. Tego, kto po rozstaniu wygrał w Totka, schudł dziesięć kilo, odkrył nowy pierwiastek i nazwał go własnym imieniem, ożenił się z modelką Playboya, został człowiekiem roku tygodnika „Time”, a na śniadanie jada kawior rozsmarowany grubo na banknocie dwustuzłotowym oraz tego, kto żeby dopiąć spodnie musi się położyć na plecach i rozpłakać.

Oczywiste było, że ze swoją poimprezową prezencją nie wyglądałam jak kocica warta grzechu, całonocnego wycia do księżyca i wytatuowania sobie na klacie „co ja zrobiłem?!”, a raczej jak chomik, w dodatku taki z zapaleniem spojówek i podejrzanie wyliniałym futerkiem. Cóż było robić? Nie miałam wyjścia. Dobrze, że akurat była dostawa jajek…

ex

DPRF

– Pamiętasz, jak pięć lat temu spotkałyśmy twojego byłego w supermarkecie i chowałyśmy się za jajkami? – zapytała mnie dzisiaj, kiedy ze zdumieniem odebrałam od niej telefon po trzyletniej przerwie.

– Pamiętam. Miałam wtedy kaca życia – odparłam, uśmiechając się na wspomnienie czasów, kiedy zarwana noc była moim wyborem, a nie codziennością matki niemowlęcia.

– Dziś mnie to spotkało. Poszłam po bułki bez makijażu, z poduszką odciśniętą na policzku, z tłustymi włosami spiętymi w coś, co wczoraj wieczorem było warkoczem i w piżamie, i wpadłam na gościa, z którym byłam przez dwa lata, po czym mnie zdradził – opowiadała rozemocjonowana.

– Ała.

– To nie wszystko! On tam był razem z tą laską, z którą mnie zdradził! – ciągnęła.

– Ała bardziej.

A ona wyglądała jak milion dolarów, oczywiście. Tapeta, sandałki na obcasie. Nawet mini miała, skubana… – dodała żałośnie.

– Tak mi przykro! – zmartwiłam się.

– Wiedziałam, że mnie zrozumiesz. Musiałam do ciebie zadzwonić – odparła nieco weselej. – Bo wiesz… Pewnie ten idiota myśli teraz, że wygrał!

Pewnie tak. Zwłaszcza, jeśli jest idiotą i wygląd typowej ofiary poranka świadczy dla niego o czyjejś wartości. Z tego powodu, należałoby poradzić zbłąkanym owieczkom tego świata, żeby nigdy nie wychodziły z domu bez stylówki dopracowanej jak na prezentację ramówki w TVN. Jest jednak sposób, żeby wygrać rozstanie mimo dziury w rajstopach, rozmazanego makijażu, plamy na bluzce i opryszczki na ustach. Podaje go na tacy owoc pięcioletniej pracy genialnego naukowca, czyli drugie prawo rozstań Fab:

Jedynym sposobem, żeby naprawdę wygrać rozstanie, jest mieć gdzieś, co myśli teraz o tobie twój były.