FAB TV

11 października 2015

JAK REKSIO SZYNKĘ

16 października 2015

ŚMIERĆ MOTYLI

13 października 2015

– Ej. Słuchaj. Odkryłam coś niesamowitego – powiedziała z przejęciem.

– Zamieniam się w słuch – odparłam więc.

– No… Bo ja rzuciłam Mietka dla Cześka, nie? – zapytała ona.

– Tak było – zgodziłam się.

– A później, rzuciłam Cześka dla Mirka – ciągnęła. – Potem rzuciłam Mirka, żeby wrócić do Mietka, a teraz rzuciłam Mietka dla Zenka.

– To prawda – uśmiechnęłam się.

– No, i zobacz… Ja z żadnym z nich nie byłam dłużej niż rok! – wykrzyknęła z przerażeniem.

– I teraz to odkryłaś? – spojrzałam na nią z ukosa.

– Nie, odkryłam coś innego. Zawsze zostawiałam swojego faceta, mając kogoś innego w poczekalni, tylko dlatego, że ten nowy ktoś zawrócił mi w głowie – mówiła, rumieniąc się ze wstydu. – Jak tylko mijała mi faza motyli w brzuchu, rzucałam się w nowe ramiona, żeby znowu poczuć ten przypływ adrenaliny. Jestem ćpunem uzależnionym od zauroczeń!

– Wiem – odparłam spokojnie.

– Naprawdę? – zdziwiła się. – To dlaczego mi nie powiedziałaś?!

Kop w klatę

Trudno było się dziwić Halince. Pierwsza faza zakochania, kiedy dwa misiaczki nie potrafią się sobą nasycić, jest przecież wspaniałym uczuciem. Kop amora prosto w klatę dodaje energii, motywuje do odstawienia węglowodanów i sprawia, że telefon jest zawsze naładowany na 100%, tak na wszelki wypadek. Zastrzyk hormonów to najlepsza przyprawa, dzięki której każda minuta smętnej codzienności smakuje wyjątkowo i nagle korek w drodze do pracy okazuje się być zesłaną z niebios okazją do napisania smsa, a drący papę pies sąsiadów zmienia się w kudłatego słodziaka, którego nie da się nie pogłaskać w windzie. Halinka uwielbiała ten stan.

Sama jednak zawsze uważałam, że zakochaniu bliżej do męczącej choroby, która zaburza pracę mózgu, utrudnia oddychanie i upośledza pracę serca. Jakże nie lubię nie móc skupić się na książce i czytać w kółko jedno zdanie bez zrozumienia! Jakże drażni mnie, kiedy klucze do domu materializują się nagle w zamrażarce, a ziemniaki w koszu na pranie! Ciągłe rozdarcie między niepewnością a tęsknotą męczy bardziej, niż kolejka do dziekanatu, a, umówmy się, mało co męczy tak, jak kolejka do dziekanatu.

źr. : ryjbuk.pl

źr. : ryjbuk.pl

Jednocześnie, poza drastycznym spadkiem IQ, zdolności motorycznych i utratą panowania nad mimiką własnej twarzy, przejawiającą się mimowolnymi uśmiechami w rozmaitych okolicznościach, kop w klatę bywa przyjemny. Na przykład, kiedy andżej ciągle jeszcze pamięta, żeby przepuścić halinkę w drzwiach, a halinka pamięta, żeby nie wypominać mu, że się spóźnił. Może więc Halinka miała rację? Może nic nie może równać się z mocą zauroczenia w stężonej dawce?

Skazani na nudę

Z naukowego punktu widzenia, zakochanie trwa około dwóch lat – tyle czasu wytrąca się z organizmu fenyloetyloamina, czyli substancja, która skleja ze sobą misiaczki i sprawia, że toną w swoich oczach, mądrościach i ramionach, przekonani, że poznali uosobienie geniuszu, urody i seksapilu. Intensywnie stosowane ciuchy po domu i często wdrażane fochy potrafią jednak ten czas skrócić do paru miesięcy. Wielu andżejów wymądrza się, że to, co przychodzi po tym etapie, jest jeszcze lepsze. Że zauroczenie to tyko smaczna przystawka do pysznego dania, jakim jest wielkie love z gatunku tugeder forewer.

Ci ludzie kłamią. To, co przychodzi później jest całkiem inne, trudne, wymaga ogromnej pracy i wielu wyrzeczeń. Nie każdy potrafi utrzymać ten płomień na stałym poziomie. I nie każdy chce. Jeśli jednak ktoś ma w sobie tyle szaleństwa, żeby wierzyć, że miłość może trwać wiecznie, co ma robić, żeby nie dać jej zwiędnąć? Jak nie przespać momentu, kiedy trzeba dołożyć do miłosnego pieca? I co robić, żeby związek z dziesięcioletnim stażem smakował równie dobrze, co pierwsze pocałunki?

roze

– Teoretycznie zazdroszczę parom z długim stażem, że tak długo są razem, znają się na wylot i mają bagaż wspólnych doświadczeń, a jednocześnie uciekam od stabilizacji – powiedziała Halinka, ogrzewając dłonie na kubku kawy. – Ale po prostu na myśl o spędzeniu reszty życia bez motyli w brzuchu chce mi się płakać…

– Nie dziwię ci się – uśmiechnęłam się. – Dopóki jesteś zakochana i szaleją w tobie hormony, nie musisz pracować nad związkiem, bo wszystko dzieje się samo. Potem trzeba się wysilać.

– A ciebie to nie przeraża? – odparła. – Nie boisz się, że któregoś dnia obudzisz się i już nie będziesz czuła tego powiewu ciepła na widok onego?

– Boję się – przyznałam.

– Co wtedy zrobisz? – zapytała Halinka.

– Wiem, czego nie zrobię – odparłam po chwili namysłu.

– Czego?

– Nie zapytam cię o radę.

 

W Wy? Wolicie uderzenie pierwszej fali hormonów, czy spokojną codzienność w dresie?

 

fot. giuseppemilo / flickr