7 COVERÓW NA JESIENNE WIECZORY

14 listopada 2015

MISTRZYNI CIĘTEJ RIPOSTY

19 listopada 2015

DYSKRETNY JAK APTEKARZ

16 listopada 2015

Przychodzisz do apteki. Co robisz?

Wariant 1.

Spokojnie podajesz farmaceutce receptę, na której masz nazwę leku. Farmaceutka wklepuje coś w komputer i donośnym głosem pyta:
– NA CO TO MIAŁO BYĆ? BO NIE POTRAFIĘ SIĘ ROZCZYTAĆ! – Rozglądasz się. Odkrywasz, że trzydziestoletni przystojniak o południowej urodzie, starszy pan o lasce, wnuczka starszego pana o lasce, blondynka po pięćdziesiątce i jej york czekają na twoją odpowiedź.
– Łuszczyca na plecach – odpowiadasz najciszej jak potrafisz.
– CO NA PLECACH? – dopytuje farmaceutka.
– Łuszczyca – mamroczesz przez zaciśnięte zęby.
– Tak myślałam! Ten lek jest właśnie na to! – odpowiada farmaceutka z szerokim uśmiechem. W głowie fantazjujesz o rzuceniu w nią krzesłem – A TO BĘDZIE DLA PANI? Bo dawkę muszę sprawdzić! – chce wiedzieć.
– Tak – odpowiadasz, nie patrząc jej w oczy. Za plecami słyszysz, że piękny trzydziestoletni instynktownie zrobił krok do tyłu i wpadł na staruszka, wytrącając mu laskę z ręki i wpychając go prosto w ramiona yorka.

Wariant 2.

Mówisz dyskretnie nazwę leku, jaki cię interesuje. Farmaceutka wklepuje coś w komputer i donośnym głosem pyta:
– ALE W CZOPKACH CZY W MAŚCI? – Kątem oka dostrzegasz, że boski blondyn przy okienku obok gwałtownie oderwał wzrok od telefonu i przeniósł go na ciebie.
– Nie wiem… Chyba w maści – odpowiadasz, siląc się na nonszalancki uśmiech. Może pomyśli, że to nie dla ciebie? Jesteś uosobieniem zdrowa i luzu: na pewno tak właśnie pomyśli!
– A TO BĘDZIE DLA PANI? Bo dawkę muszę sprawdzić! – pyta farmaceutka.

Przychodząc do apteki, musisz pogodzić się z tym, że za chwilę wszyscy jej klienci, ekspedienci, mąż właścicielki pijący kawę na zapleczu i magazynier w Żabce po drugiej stronie ulicy poznają twoje najintymniejsze sekrety. Badany i diagnozowany jesteś w zaciszu gabinetu lekarza, tylko po to, żeby pół godziny później zostać odartym z intymności, godności i połowy wypłaty w osiedlowej aptece. Podchodząc do okienka, równie dobrze mógłbyś mieć ze sobą transparent z napisem:
„Mam kłopoty z erekcją!”
„Złapałem świerzb!”
„Będę uprawiać seks!”
„Piecze mnie gdy sikam!”
„Mam grzybicę stóp i hemoroidy!”

Czasami mam wrażenie, że farmaceuci czerpią przyjemność z pastwienia się nad klientami. Trudno mi uwierzyć, że w XXI nie da się tego zorganizować nieco mądrzej. W Stanach schorowane andżeje i halinki dostają swoje prochy w zunifikowanych pudełkach zapakowanych do białej, papierowej torby. Obok miętowych M&M’sów i seriali bez lektora, jest to jedna z tych rzeczy, które przyjęłabym z entuzjazmem ogromnym niczym fryzury Marii Sadowskiej w „Voice of Poland”. A na początek wystarczyłaby odrobina dyskrecji i empatii po drugiej strony lady.

Oczywiście mówię to czysto teoretycznie. W imieniu ludu. Sama nigdy w życiu nie miałam żadnej nieatrakcyjnej i/lub wstydliwej choroby!