10 POWODÓW, DLA KTÓRYCH NIE CHCESZ MIEĆ KOTA

22 stycznia 2016

CO TWOI ZNAJOMI NAPRAWDĘ MYŚLĄ O TWOIM DZIECKU?

23 lutego 2016

JESTEŚ TYLKO GŁUPIĄ BABĄ STEROWANĄ HORMONAMI

12 lutego 2016

Maja Bohosiewicz z bloga Majka Polka napisała o swoich doświadczeniach z rozmów na temat porodu z zaprzyjaźnionymi matkami. Ponieważ jest Mają, zrobiła to z jajem i było coś o żegnaniu się stopą i gwiazdkach Michelina. Ponieważ jest Mają Bohosiewicz, temat podłapały natychmiast portale plotkarskie. Ponieważ portale plotkarskie są portalami plotkarskimi, w ciągu kilku godzin internety zostały zasypane tysiącami eksperckich porad i opinii, bo, jak powszechnie wiadomo, każda kobieta, która kiedykolwiek była w ciąży, automatycznie staje się autorytetem w dziedzinie:

a) ciąży i porodu każdej kobiety na świecie;

d) psychiki każdej kobiety na świecie;

c) życia dowolnie wybranego człowieka na świecie – ostatecznie, stworzyła przecież człowieka;

d) poprawnej polszczyzny.

I tak, dzięki krótkiej lekturze komentarzy, szybko stałam się bogatsza o wiedzę, że cesarka to nie poród, kobieta, która jeszcze nie rodziła, nie powinna się wypowiadać, tysiące kobiet dały radę, to i serialowa aktoreczka podoła, a także, przede wszystkim, Mai nie należy słuchać, bo szarpią nią hormony.

Spojrzałam więc w lewo. Spojrzałam w prawo. Nie znalazłam ani pół hormonu w promieniu dwóch metrów, a jednak, nie zgadniecie – szarpnęło mną.

Solidarność jajników

Kiedy zerknę czasem na to, co udostępniają znane mi kobiety na fejsie, posłucham rozmów młodych, wykształconych dziewczyn, wreszcie: przeczytam kilka artykułów w prasie kobiecej i na blogach, serce mi rośnie, żeby zmieścić te mikrokosmosy złożone z motyli, płatków róż, czekoladowej tęczy i jednorożców ujeżdżanych przez Johnny’ego Deppa i Davida Beckhama bez koszuli. Jakże niezachwiane jesteśmy w przeświadczeniu o własnej wartości! Jak entuzjastycznie podnosimy się nawzajem na duchu i motywujemy do działania! Tak sobie lubimy powtarzać, że girl power, rządzimy światem, jesteśmy szyjami w świecie bezwolnych, męskich głów, jesteśmy wyjątkowe, piękne i zdolne i każda z nas jest jak skrzyżowanie Oriany Fallaci z Nigellą Lawson, a gdybyśmy tylko chciały, skończyłybyśmy problem wojen, głodu i kredytów hipotecznych, tylko nam się nie chce, bo mamy straszne zaległości w serialach. „Padłaś? Powstań, popraw koronę i zasuwaj!” – rzeczą halinki. „Jestem kobietą, jakie są twoje super moce?” – pytają inne. Cytujemy Beyonce i Marylin Monroe, podkreślamy, że musimy się trzymać razem, bo faceci to świnie, walczymy o prawo do własnego zdania, seksualności, równych płac i przydziału czerwonego wytrawnego. Wspieramy się po trudnym dniu w pracy, sprzeczce z partnerem czy zakalcu w placku ze śliwkami, chichoczemy, czytając zabawne anegdotki o tym, jacy ci głupi faceci są niedomyślni i wszyscy powinni już zawsze za karę spać na balkonie, a do domu wracać tylko po to, żeby wyrzucić śmieci i dolać nam wina.

A potem tak po prostu nazywamy same siebie bezmyślną kupą mięsa sterowaną hormonami.

źr.: 8tracks.com

źr.: 8tracks.com

Największy wróg kobiety

Bo wiecie, nie dziwią mnie już ultra heheszkowi andżeje, którzy za szczyt ciętej riposty podczas ostrej wymiany zdań uważają „coś ty taka nerwowa? Masz okres?”. Wiadomo, kobieta, która ma okres traci umiejętność racjonalnego osądu, jej mózg zanika na rzecz dwóch dorodnych patatów, a jej IQ zrównuje się z intelektem średnio skoordynowanego oposa, więc jest to nadzwyczaj trafiona diagnoza. Spoko. Pozostaje podziękować takiemu mędrcowi, że pozwala potencjalnie nieczystej przebywać ze sobą w jednym pomieszczeniu, skażając swą obecnością powietrze i żarcie, które mu podaje, a jeśli nie podaje, to niech poda, bo przecież od tego jest kobietą. A następnie zdzielić gościa patelnią i usunąć jego numer telefonu na wieki, bo takie przypadki są nieuleczalne i szkoda czasu na dyskusje. Nigdy jednak nie zrozumiem, jak jedna kobieta może z takim okrucieństwem postponować inną kobietę, sprowadzając jej istnienie do podrygów związków chemicznych i zależności od faz księżyca.

Niedawno wesołość wymieszaną z podziwem wywołała powszechnie poważana aktorka Krystyna Janda, która to postanowiła publicznie ośmieszyć nielubianą przez media posłankę Krystynę Pawłowicz. Spór o kwestie ideologiczne, światopoglądowe i polityczne sprowadziła do stanowczego: „ta kobieta ma klimakterium w ostrym stadium”. Tłum oszalał, dzieląc się na drużyny „ma-rację-bo-to-Janda” oraz „ma-rację-bo-nienawidzę-Pawłowicz”. A dla mnie nie różniło się to niczym od idiotycznego „coś ty taka nerwowa? Masz okres?”. I zadałam sobie pytanie: dlaczego same sobie to robimy? Czyż nie z tymi szufladkami walczyły nasze babcie? Jak mamy oczekiwać szacunku, skoro same dajemy przyzwolenie na ośmieszanie własnej kobiecości? Jak mamy walczyć o równe traktowanie, skoro tak ochoczo zgadzamy się, że nasza natura czyni nas gorszymi?

„Baba” to stan umysłu

Bo tak, kobieta miewa okres. Bywa w ciąży. Wreszcie, przechodzi też menopauzę. Sterują tymi procesami hormony, które mogą, choć nie muszą wpływać na ich zachowanie. Ale, na litość boską, hormony to nie są magiczne związki chemiczne zarezerwowane tylko dla kobiet! Mężczyźni też mają swój pakiet atrakcji w zestawie i, spójrzmy prawdzie w oczy, sami nie mają z nim łatwo… Słowo „hormon” nie jest synonimem „szaleństwa”, „obłędu” czy „skarpetek do japonek”. Nie ma nic deprecjonującego w cechach, które czynią nas ludźmi. Możemy się nie zgadzać z czyimś zdaniem, ale nie ma we mnie zgody, na ośmieszanie kogoś ze względu na płeć.

Ad hormonum to nowe ad Hitlerum. Dlatego poprawcie korony i bądźcie dla siebie dobre, dziewczyny!

 

źr.: showstudio.com

źr.: showstudio.com

 

fot. tyt.: flickr / -aliceswanson-